O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 3 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

sobota, 12 marca 2011

Zapora Leśniańska i Zapora Złotnicka.

Jednym z głównych celów utworzenia tego bloga, była chęć przybliżenia czytelnikom piękna i ciekawych miejsc na terenie, który 10 lat temu stał się naszym miejscem na ziemi. Pozwólcie, że dziś powrócę do tego tematu.

W przewodnikach weekendowych i w internecie, przede wszystkim królują tu zamki, jako obiekty godne obejrzenia. Ja zaś zaczęłam od miejsc mało znanych, tajemniczych, ciekawych oraz od regionalnych wydarzeń. Do zamków dojdę z czasem. Jako, że duża część czytelników dołączyła później, zapraszam w wolnej chwili do poczytania o:

Dziś zaprezentuję prawdziwe perły- zabytki techniki- dwie zapory na rzece Kwisie w Leśnej i Złotnikach Lubańskich.

Kwisa, której źródła należy szukać w górach Izerskich, to nieprzewidywalna, dzika i niebezpieczna rzeka nawet w dzisiejszych czasach. Pomimo, iż istnieją dwie wielkie zapory, my sami, na przestrzeni 10 lat, byliśmy świadkami dwóch powodzi w Leśnej i kilku podtopień w Gryfowie Śląskim. 

Powódź w Leśnej, 2006 rok.

Przed powstaniem sztucznych zbiorników, sytuacja przedstawiała się bardziej dramatycznie. Powodzie nawiedzały ten rejon w sposób gwałtowny, powtarzały się wielkokrotnie, ginął dobytek, ginęli ludzie. Coś z tym trzeba było zrobić. Zapadła więc decyzja o podjęciu budowy zbiornika retencyjnego na Kwisie w okolicach zamku Czocha koło Leśnej.


Budowę tamy rozpoczęto w 1901 roku, a oficjalne otwarcie zapory dokonało się w 1905 roku. Przy tamie powstała elektrownia. Składa się z 6 turbin (z 1907 roku) o łącznej mocy 2,61 MW oraz 6 generatorów SWW z 1907 roku i współczesnych.
Po wojnie elektrownia ta stała się najstarszą zbiornikową elektrownią wodną w Polsce.


Powyższe archiwalne zdjęcia tamy Leśniańskiej pochodzą z książki Stanisława Leszczyńskiego "Od Marklissy do Leśnej"


Zapora w liczbach:
Zapora ma 45 metrów wysokości i 130 metrów długości. Korona jej gruba jest na 8 metrów, a u podstawy na 38 metrów. Zbiornik wodny, który powstał dzięki tamie, ma 5 km długości, 1 km szerokości, powierzchnię 140 hektarów, a mieści w sobie 15 mil m3 wody.

Przepust na zaporze Leśniańskiej

Zdjęcia z archiwum domowego

Druga zapora- Złotnicka, oddalona od naszego domu o 800 metrów, do użytku została oddana w 1924 roku. Jej nazwa pochodzi od położonej w pobliżu wioski, Złotniki Lubańskie. 
Tak niegdyś wyglądała Kwisa w miejscu dzisiejszego jeziora Złotnickiego.

Tama Złotnicka jest troszkę mniejsza od Leśniańskiej, ale też o nieco innej konstrukcji. Obie zapory są niepowtarzalne i stanowią olbrzymią atrakcję turystyczną w regionie. Przy Zaporze Złotnickiej powstały ciekawe tunele wykute w skale. Obiekt ten bowiem miał nie tylko spełniać swoją rolę zbiornika retencyjnego i elektrowni, ale przyciągać również turystów i miłośników pięknych widoków i niecodziennych rozwiązań technicznych.
Jeden z dwóch tuneli przy jeziorze. Stara widokówka z naszego archiwum.

Zapora Złotnicka w liczbach:
Zapora ma 36 metrów wysokości, długość korony to 168 metrów, grubość korony to 5 metrów, a w podstawie 27 metrów. Powierzchnia jeziora, jaką tworzy tama, to 125 hektarów o pojemnosci 10,5 mil m3.
Elektrownia zaopatrzona jest w 3 turbiny z 1921 roku, o łącznej mocy 4,42 MW.




Zapora Złotnicka na starych widokówkach z naszego archiwum.



Uwielbiam chodzić na tamę, jak spuszczają wodę przelewem. Niekiedy słychać szum aż w okolicach  naszego domu. Odnoszę wtedy wrażenie, iż mieszkam nad morzem.

Przepust przyprószony śniegiem.


Do dnia dzisiejszego zachowało się oryginalne wyposażenie obu elektrowni. Jest możliwość zwiedzania wnętrza elektrowni po umówieniu się z obsługą obiektów.

Oba jeziora pełnią funkcję rekreacyjną i stanowią kąpieliska. Należy ubolewać, iż nie można się dziś cieszyć atrakcją, dostępną "za Niemca", czyli możliwością rejsu statkiem po Kwisie. Obecnie z zamku Czocha sezonowo można skorzystać z rejsu niewielką łodzią wycieczkową.
Obydwa jeziora to atrakcyjne miejsce dla wędkarzy, występują tu niemal wszystkie ryby słodkowodne.

22 komentarze:

  1. Piękne miejsca i widoki. Lubię niesztampowo zwiedzać okolice i być może kiedyś zawitam i w Twoje okolice. A wtedy warto wiedzieć gdzie się udać, żeby zobaczyć coś ciekawego :)

    Miłego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje okolice, które poznałem wizytując Siłę we Lwówku, to zawsze był mój ulubiony fragment Polski. Nigdzie nie ma takich stodół po wsiach! O tym też kiedyś napiszesz..?

    OdpowiedzUsuń
  3. Anovi- zapraszam serdecznie. Nie wiem, czy często bywasz w tych okolicach, ale jeśli nie, to na pewno zobaczysz tu inne widoki, niż ze znanych sobie okolic.

    Jacek- Właśnie post zahaczający o stodołę (a w zasadzie o jej zawartość), jest w realizacji. Ja mam dwie takie zarąbiaste stodoły, że cała reszta wysiada. I ze względu na budynki i ze względu na wyposażenie. Jedna z nich zakupili już sąsiedzi, ale gratów z niej nie pozbędziemy się chyba do końca życia.
    Nie do końca wiem, pod jakim kątem i z jakiego powodu uważasz tutejsze stodoły za wyjątkowe. Ja innych po prostu nie znam, więc nie do końca łapię ich wyjątkowość. Z miłą chęcią stworzyłabym jakiś rys o tutejszych budynkach gospodarczych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Riannon, tutejsze stodoły to molochy po prostu. Wykwintne molochy.

    A wracając do tematu - to przedziwne, że o tych wszystkich niebywałych miejscach ludzie dowiadują się wtedy, kiedy już tu zamieszkają...no, w najlepszym razie w wyniku tranzytowych podróży.
    Czasami mamy wrażenie, że żyjemy w miejscu, które na mapie jest jakąś białą palmą (sięgającą od Jeleniej po Zgorzelec), a południowa granica Polski przebiega gdzieś w okolicy Bolesławca.

    (Wiadomo, uogólniamy, ale coś w tym jest.)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ził- to święta prawda. Ja sama znałam przed dziesięciu laty tylko teren do Lwówka Śląskiego, a dalej to dla mnie jakaś kraina psiogłowców była. A dolnoślązaczką jestem od urodzenia. Wizytowałam wprawdzie zamek Czocha, ale chyba na zasadzie teleportacji, bo nic poza zamkiem z tamtych czasów studenckich, wrocławskich, nie pamiętam.
    Tymczasem góry Izerskie i okolice są magiczne, wsysają człowieka i jak ktoś się już raz zakocha w tych klimatach, będzie tu ciągle wracał.

    OdpowiedzUsuń
  6. Riannon wcale nie bywam, ale mam zamiar :) Jeszcze nie wiem kiedy, ale kiedyś na pewno, może niedługo.
    Wiesz my tak trochę po krzywej przez całą Polskę do siebie mamy. W tamtych okolicach nie byłam nigdy, chociaż wybierałam się już kilka razy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Riannon, w tamtym roku pierwszy raz w życiu byłam na Dolnym Śląsku, tylko w Sudetach Wschodnich i tylko cztery dni, ale jestem zauroczona, powtarzamy wypad w tym roku, może na dłużej. Pięknie u Was.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anovi, Maria- w takim razie mam nadzieję, że moje propozycje do zwiedzania miejsc w tej okolicy staną się dla Was pomocne :-)
    Maria- tu na krańcach zachodnich Sudetów jest dużo spokojniej, mniej ludzi, więcej okazji do pobycia sam na sam z naturą. To jeszcze miejsca nie do końca turystycznie odkryte, nie modne, nie deptane tak gęsto, ale właśnie przez to bardzo ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie to co piszesz proponowałem w swoim cyklu o tanich podróżach. Spokojniej, mniej ludzi, można naprawdę wypocząć.

    Widzę, że muszę po prostu starannie podlinkować twoje posty dla gości na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Stodoły na Dolnym Śląsku są jak pałace w Kongresówce. Nie ma czego porównywać - poza rodzinną krainą możesz właściwie zauważyć tylko... brak stodół!

    OdpowiedzUsuń
  11. Admin R-O- będzie mi bardzo miło :-)

    Jacek- w takim razie wyjaśniło się, czemu nie umiem porównać naszych stodół do reszty kraju. Po prostu ich nie zauważyłam :-)
    Obiecuję zrobić trochę fotek moim stodołom i jak mnie widłami nie pogonią, to głębszą wiosną cyknę stodoły innych gospodarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Aha, nieskromnie się zareklamuję ;-)

    Riannon poleć Chłopu ostatni wpis u mnie, Sabaton to to nie jest, ale piosenka się powinna spodobać, mimo iż to niemal oczywista rekrutacyjna propagandówka National Guard

    w necie jest na pewno wersja z txt + tłumaczenia

    @Jacek
    Mimo, że u nas na DLŚ tak pięknie, to np. ostatnio oglądałem działkę budowlaną na wsi pod Starogardem gdzie według Teścia powinienem wkrótce stawiać Chatę - i też ładnie, a nawet bardzo ładnie :)

    kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Admin R-O- ja już byłam i odsłuchałam, a Chłop dziś do nocy na wyjeździe. Muzycznie to sympatyczna ballada dla każdego. Sama się nie łapię w muzycznych gustach mojego Chłopa, więc nawet nie podejmuję się zgadywać, czy będzie mu się podobało :-)

    Oj, to widzę, że niedługo dołączysz do osiedleńców i będzie blog o budowaniu domu :-) Gratuluję i trzymam mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety to wszystko nie takie proste, absolutnie nie wiem co przyniesie najbliższa przyszłość i staram się nie planować, co najwyżej rozpatrywać kilka alternatyw.

    Jeśli nawet przeprowadzę się w okolice pomorskie, to najpierw stawiam jakiś tani mini bungalow 5x5 "na zgłoszenie" + jakiś budynek gosp./garaż + może jakaś łódka na pobliskich jeziorach, ale regularnie mieszkam i główny biznes robię w pobliskim mieście 10-15 minut spokojnej jazdy samochodem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Riannon, to zupełnie tak, jak na naszym Pogórzu,czasami nie spotkasz nikogo na szlaku, albo raptem ze 2 osoby.
    Żona tego gospodarza, od którego kupiliśmy ziemię kiedyś zapytała go: Janek, a dlaczego oni tak chodzą, przecież oni mają samochód. Uśmiechnęłam się na to.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ech, moje całe dzieciństwo kręci się wokół tych zapór jezior i gór izerskich. W każde wakacje to pływanie po jeziorach, wędrówki doliną Kwisy, szlajanie się po górkach a studniówka w zamku Czocha. Każdy kąt wytarłem do cna. Polecam też dolinę Bobru z tamą w Pilichowicach, zamkiem we Wleniu, zamkiem legend śląskich i teatrem lalek w Pławnej. Dużo by wymieniać bo magicznych i nieodkrytych miejsc w krainie wulkanów jest mnóstwo. Pozdrawiam:))))

    OdpowiedzUsuń
  17. Riannon! Pierwszy post, który u Ciebie przeczytałam był właśnie o "Kominie w środku lasu". Cieszę się, że piszesz o ciekawostkach, których nie ma w przewodnikach, a o których warto wiedzieć!
    A region faktycznie mamy cudny, dziewiczy i nieskomercjalizowany ... oby jak najdłużej!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Admin R-O- nic nie jest proste w tym kraju, a postawienie domu, to już w ogóle. Jesteśmy w trakcie pomagania przyjaciołom przepchnąć te wszystkie wymogi urzędnicze i osiwiejemy pod koniec tej drogi, jak amen w pacierzu.

    Maria- to prawda z tym autem. Tutaj, w obrębie malutkiej wsi ludzie autami jeżdżą siebie odwiedzać, lub na zebrania w świetlicy. Dziwnie się patrzą, że my po wsi piechotą chodzimy. A my się dziwnie na nich patrzymy, bo absolutnie nie mogę pojąć tego zjawiska.

    Zawrócony- Cooo??? Studniówka w Zamku Czocha??? Wam to się na tej prowincji poprzewracało, oj poprzewracało! Ja studniówkę miałam w dziadowskiej sali gimnastycznej mojego liceum! Ale wypas, studniówka na zamku!
    O innych atrakcjach będę pisać z czasem. Nie jestem pewna, czy podołam z lalkami w Pławnej, bo ja się ich boję :-) Po prostu mnie przerażają, jak preparaty z ludzi Guntera von Hagensa. Namówię na prezentację Halynkę z bloga Niedoszuflady, która się nimi zachwyciła (lalkami, nie preparatami :-)

    Ananda- oby nie był zadeptany i nie stał się komercyjnym kurortem, bo to zniszczy atmosferę tego miejsca, ale niech będzie odwiedzany przez ludzi, którzy znajdują tu spokój i wyciszenie :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem oczarowana okolicami w jakich mieszkasz. Poszukuje Twojego domu na google earth i przelecialam pewnie nad nim ze trzy razy.
    Bardzo mi sie podoba Twoja pocztowkowa dokumentaca.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ataner, jak będziesz przelatywać czwarty raz, daj znać, pomacham Ci :-) Zastanawiam się, czy na kominie nie powiesić sobie taką białą strzałkę "to tu" :-) Wejdę dziś na google earth, to zobaczę, jaką oni mają dokładność. Ja korzystam z geoportalu i nie powala mnie jakość.
    Zapomniałam o tej inwigilacji satelitarnej, trzeba się zabrać w takim razie za porządkowanie ogrodu, żeby obciachu w NASA nie było :-*

    OdpowiedzUsuń
  21. Przyglądam się na blogach i w starych numerach Poznaj Swój Kraj temu Waszemu pięknemu kawałkowi Polski i coś tak czuję, że jakbyśmy tam zawitali, to siedzielibyśmy pewnie, jak na czereśni. Do oporu. :D Pzdr.
    P.S. Go chwilę mieszkała w Lubaniu, więc coś niecoś liznęła i poświadcza pięknotę, ale mnie jak dotąd zawsze jakoś ciągnęło na wschód. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  22. Rado- czemu "niestety"? Mnie też ciągnie na wschód. Tam u Was jest inaczej, ale też pięknie. Nie widziałam na żywo akurat tego skrawka Polski, dla mnie więc to obca kraina. Chciałabym móc wyskoczyć na troszkę w Wasze rejony, ale w ciągu najbliższych lat jest to absolutnie niewykonalne, chyba, że nam się świat na głowę zawali, ale tego jednak bym sobie nie życzyła.

    OdpowiedzUsuń