O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 3 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

piątek, 18 marca 2011

Czerwonoarmista Iwan, kopytko i wagon kolejowy...

...czyli zasoby Tuskulańskich włości.

Jednym z przejawów działania magii, jakiej doświadczam w miejscu, które sobie wykreowałam i fizycznie i w mojej własnej głowie, jest niesamowita zdolność tego miejsca do spełniania moich życzeń. Dwie stodoły, garaż, strych i kilka pomieszczeń gospodarczych, można porównać do tworów z innego świata, które wypluwają  z siebie potrzebne przedmioty niczym z bajki o stoliczku, co to sam się nakrywa. Tajemnica tego wszystkiego tkwi w tym, że nie tylko mój Chłop i jego rodzina, gromadząca różne, w tym dziwne, przedmioty od pokoleń, ale również poprzedni właściciel tego domu, nie mieli serca pozbywać się niepotrzebnych już nikomu sprzętów i przedmiotów. Poprzedni właściciciel pozostawił nam nie tylko rzeczy po jeszcze dawniejszym właścicielu (nawiasem mówiąc zmarły na przełomie lat 60 i 70-tych powojenny właściciel odwiedza nas tu czasem, sprawdzając, jak opiekujemy się jego gospodarstewm), ale również wyposażenie swojego sklepu oraz  przedmioty cudem zdobywane w latach komuny, gdzie każda rzecz stanowiła rarytas. Na taki rarytas, mianowicie na klapę od luku w towarowym wagonie kolejowym, natknęłam się w przepastnej stodole i wykorzystałam do kolejnego dekorku w moim domu. 


Ale o tym za chwilę. Opowiem Wam jeszcze o owej magii, jakiej doświadczam na co dzień.

Kiedy potrzebuję użyć jakiegoś przedmiotu i wiem, że nie mam go na stanie, wyrażam swoje życzenie głośno i okazuje się, że mamy go w: stodole, garażu, w futrowni, w stajence, na strychu. Tak było z pirografem, wozem na skalniak, latarnią i mnóstwem innych detali. Z tego powodu każdego niemal dnia przeżywam w Tuskulum przygody.

Pewnego letniego dnia zeszłego roku, zaniepokojona i zaintrygowana oraz lekko obrażona, czemu Chłop panuje nad naszymi zasobami i możliwościami gospodarstwa, a ja nie, postanowiłam zwizytować każdy kąt. Poza nieznanymi mi wcześniej pomieszczeniami (?!) natknęłam się na stróżującego czerwonoarmistę Iwana. Usiadłam wówczas na jakimś nie rozpakowanym od 10 lat pudle i potraktowałam to, jako znak. Nie wszystkie tajemnice należy bowiem ujawniać od razu. Trzeba pozostawić sobie jakiś margines tajemnicy, dzięki czemu każdy dzień w Tuskulum będzie niespodzianką.



W styczniu robiliśmy remont sypialni. Nie miałam pomysłu na szafkę pod telewizor. Nie wiedziałam, gdzie pomieszczę przedmioty z paździerzowej wyrzucanej komody, która nie pasowała charakterem do wnętrza pokoju. Kiedy tak chodziłam z kąta w kąt, przypomniałam sobie o starej, zapuszczonej XIX -wiecznej komodzie, która stanowiła pierwotne wyposażenie tego domu. Korzystając z chwilowej odwilży, udało mi się w ciągu kilku dni oczyścić ów mebel. Mam opory wobec robienia zdjęć przedmiotom znalezionym w ich pierwotnym stanie, dlatego pierwsza fotografia przedstawia mebel już oczyszczony, ale jeszcze przed lakierowaniem.


I komoda na swoim miejscu

 Mamy poważne kłopoty z wykończeniami. Mebel jest pozbawiony większości okuć przy uchwytach szuflad. Oczywiście, mówimy, że znajdziemy podobne na jakiejś giełdzie, ale znając nas, szybko o tej niedoróbce zapomnimy i zajmiemy się nowym projektem. Cały nasz dom prezentuje sobą, jak my to nazywamy, „punkową niedoskonałość” :-)

Po zainstalowaniu komody w pokoju, zaczęłam się zastanawiać nad pustą przestrzenią ponad telewizorem i jakimś dekorem, który charakterem pasowałby do owej XIX wiecznej komody.

Kiedy jak sroka w gnat, z otwartą buzią wydawałam z siebie jęki fascynacji połączonej z lekką zazdrością nad dekorkiem u Magody, która wykorzystała szewskie kopyta do ozdobienia ściany, Chłop popukał się w czoło i powiedział: „przecież cały koszyk takich kopyt leży w futrowni!
Futrownia- pomieszczenie gospodarcze, odpowiednik wypasionej stajni-obory, który znajduje się w obrębie domu mieszkalnego. W epoce (lata międzywojenne) pomieszczenie to było bardzo nowocześnie wyposażone w bieżącą wodę, kamionkowe żłoby, produkcji bolesławieckiej i metalowe poidła. Nazwa „futrownia” pochodzi od tego, iż poprzedni właściciel używał tego pomieszczenia, jako magazyn i trzymał w nim karmę dla nutrii, które hodował. My przejęliśmy jego nazewnictwo.


Wyciągnęłam z futrowni kopyta, oczyściłam, plakierowałam i ruszyłam na poszukiwanie jakiejś niezwykłej deski, do której mogłabym je przytwierdzić. W jednej ze stodół natknęłam się na wspomniane już wyżej 3 klapy od luku w towarowym wagonie kolejowym. Na cóż, do diabła, były poprzednikowi potrzebne klapy od wagonów? Po chwili doszliśmy do wniosku, że nie o same klapy mu chodziło, a o zawiasy, gdyż dokładnie takie same zawiasy znajdują się przy drzwiach od stodoły.

Zastosowanie zawiasów na potrzeby stodoły.



Zdjęcie w dużej rozdzielczości, szczegóły widoczne po kliknięciu.


Kopytka w kontekście. Moim zdaniem pasują charakterem do komody.


Nie zawsze gospodarstwo wypluwa z siebie natychmiast potrzebne przedmioty. Czasem trzeba złożyć zamówienie. Obecnie czekamy, aż ujawni się żeliwna płyta od pieca, gdyż zamierzamy tej wiosny postawić murowaną wędzarnię z grilem i kuchnią do gotowania jedzenia na ogniu w ciepłe letnie dni.

24 komentarze:

  1. a co z Iwanem? chyba nie zostawiłaś go w tak opłakanym stanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Asjah- yyyy... a co, miałam kwiaty mu wręczyć? :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. no nie wiem, pochować na podwórku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Riannon, nawet się nie waż zakopywać takiego cudeńka(mam na myśli Iwana), myślę,że znajdzie swój kącik u Was.
    Troszkę się go odczyści, wypoleruje i chłop jak malowanie ;-)))
    ...chyba mnie poniosło, ale to wina tej zakichanej pogody, fuj!
    Pozdrawiam gorąco, chociaż śnieg z deszczem mi w oczy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Iwan zostaje na posterunku. wygląda na to, że się tam już zadomowił na stałe. Pilnuje zasobów. Zastanawiam się, co jest w tej kasetce obok, bo naprawdę, na widok Iwana najpierw przysiadłam, a potem odwróciłam się na pięcie i dalej nie szłam :-)
    Kontrolerko- u nas pada śnieg od rana, jest biało. Uważam to za skandal!

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że Iwan w tej postaci lekko by mnie niepokoił...Luk jako nakopytnik - bomba!
    Uściski!
    PS. U nas tez śnieg pada. Ja protestuję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Asia i Wojtek- my jesteśmy odporni, z racji zawodu wyuczonego. Nie raz mieliśmy okazję pracować z takimi artefaktami :-) Jeśli nie ma fragmentów ciałka ani włosków- daję radę :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale skąd pewność że Iwan to nie Helmut na przykład? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A może z Iwana zrobimy odstraszacza na ROŻKI?
    Kopytka zarąbiaste, poproszę parę rozmiar 39
    :-)
    Riannon w czwartek jak przyjedziemy ma być
    słońce.
    Ps
    U nas tez już sypie śnieg.
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawrócony- a hełmofon to przypadkiem nie przypomina Ci tego z "Czterech pancernych"? :-) To rasowy krasnoarmiejec :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Za Horyzontem- Halynka, jak Wy przyjeżdżacie, to zawsze wychodzi słońce :-)
    Ja bym wolała, aby Iwan odstraszał żywych od naszego mienia, "Rożki" niczego nam z domu nie wyniosą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przy Iwanie poległam!!!
    Jak ja bym chciała mieć taką stodołę spełniającą marzenia!
    Klapa wagonowa śliczna i kopytka super na niej wyglądają.
    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście miejsce o ponadprzeciętnym poziomie magiczności. Uszczkęłabym trochę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ciekawam, co Ci jeszcze w Tuskulum wyskoczy niczym królik z kapelusza, takie stodoły to prawdziwa kopalnia skarbów, myślę, że Iwan strzegł tego wszystkiego, więc ostaw Go w spokoju, żeby dalej nakrywał Twój stoliczek :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazdrość wobec niewyczerpanej graciarni OCZYWISTA. OCZYWIŚCIE, zafiksowani "gratami", z sympatią spoglądamy na komódkę i kopytka ponad nią. Masz łeb i talent w rękach, że ho ho. Gratulujemy i aranżu i roboty.

    U nas tu, w górach historia krwawa, a tereny mało deptane. Znamy w Olchowcu (Beskid Niski)pana, który jeszcze pięć lat temu chował znalezione w lesie wojenne kości. My byśmy ludzkich szczątków w domu nie trzymali. Ktoś za tym "Iwanem" płakał, nie doczekał jego powrotu i nie ma gdzie mu świeczki zapalić.
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  16. Magoda- dziękuję za dobre słowo i inspirację :-*

    Ela- nie wiem, czy miejsce spełnia tylko życzenia swoich gospodarzy, czy również gości, ale jakby co, to zapraszam do przetestowania :-)

    Jola- wczoraj wyskoczyła kanka na mleko, co jasno dało mi do zrozumienia, że zamiast robić sery z mleka ze sklepu, to mam podążyć, jak to dawnymi czasy bywało, z kanką po mleko do gospodarza od krów :-) Wyskoczył też gar kamionkowy do wędzenia wędlin, co dało Chłopu do zrozumienia, że wędzarnia tej wiosny musi stanąć na miejscu przeznaczenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Go i Rado- My byśmy szczątków ludzkich również w domu nie trzymali, chociaż w czasach durnej młodości w gablotce w mieszkaniu miałam prawdziwą czaszkę, którą dostaliśmy z instytutu antropologii, bo zgubiono do niej dokumentację. Woleliśmy ją zabrać, niż miałaby pójść na śmietnik. Ale to inna historia.

    Cały czas czekam, aż ktoś się zorientuje, że Iwan to plastikowy odlew. Pozwoliłam sobie na taką małą "wkrętkę" :-)
    Historia ze znalezieniem przeze mnie Iwana pod strychem jest oczywiście prawdziwa i Iwan nadal tam stróżuje. Po przyciśnięciu Chłopa "co to do diabła ma być?!" odpowiedział mi, że to prezent od wujka lekarza, plastikowy model na potrzeby gabinetu, czy tam studentów.
    Go, Rado- nie jesteśmy potworami :-)))
    Co najwyżej mamy osobliwe poczucie humoru :-)
    buziaki :-*

    OdpowiedzUsuń
  18. :D Daliśmy się złapać. :D (Ten tekst o resztkach skóry i włoskach był świetny!) Jakoś nam się zwidziało, że archeolodzy to na tyle dziwaczny Naród, że cholera Ich tam wie, jakie pamiątki z "plądrowania" grobów sobie na ścianach wieszają.
    Buziaki również. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. My tak demonizujemy antropologów. Nie mogę zapomnieć, jak przy eksploracji średniowiecznego cmentarza w Wierzbnej koło Świdnicy (okolice Wałbrzycha) antropolodzy z czarnymi workami stali nam za plecami i czekali, aż skończymy dokumentację, by mogli zapakować szkielety i ulotnić się w siną dal. I te ich opowieści, jak muszą dybać na zwłoki, że trudno jakiekolwiek dostać i jak oni mają pracować/uczyć się, gdy nie maja materiału do badań :-) Brrr...
    Włoski, skórki, niestety, zdarzają się, jak trzeba przebrnąć przez młodsze pochówki, by dostać się do najstarszych. Dlatego nie przepadam za archeologią średniowiecza. Choć i u moich ulubionych Celtów takie przypadki nie do końca rozłożonych zwłok się zdarzały.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobra, to ja pędzę robić obiad
    :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

    Go

    OdpowiedzUsuń
  21. Iwan - rewelka :D. Podobno do szczątków można się przyzwyczaić - brat w jedne wakacje pracował dorywczo przy wykopaliskach koło Zamku Będzińskiego ;). Moja kuzynka studiowała w zamierzchłych czasach medycynę i wtedy szczytem snobizmu było uczenie się z prawdziwej czaszki, a nie jakiegoś plastiku :P. Opowiadała mi mrożące krew w żyłach opowieści o czatowaniu w prosektorium i trudnościach w zdobyciu takowej..... ale że ja wtedy straszny gówniarz byłam, to podejrzewam, że opowieści tworzone były na moje potrzeby ;) :)))))
    Fajna taka stodoła, też bym taka chętnie przygarnęła :))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Sarenzir- idę o zakład, że opowieści były prawdziwe.Trudno uczyć się patologii na plastikowych odlewach. Ta moja historia z antropologami, wyżej w komentarzu opisana, miała jeszcze wymiar konspiracyjny. To nie byli pierwsi lepsi antropolodzy, ale jacyś znajomi prowadzącego wykopaliska. Proszono nas, aby nie zawiadamiać innych placówek, tylko wszystko pakować im do wora.
    Jak się tak zastanowić, to naprawdę bardzo trudno o kości ludzkie. Nikt przecież świeżych szczątków nie wydaje ot tak sobie na cele badawcze (zazwyczaj ludzie mają rodziny), najlepiej bazować na materiale wygrzebanym przez archeologów. Nikt o te szczątki się nie upomina i im dalej w czasie, tym więcej zmian patologicznych u ludzi na skutek powszechniejszych chorób, niedożywienia, etc.
    Do szczątków naprawdę można się przyzwyczaić. Patolog sądowy na pewno ma jeszcze do tego odpowiednie predyspozycje osobnicze. Ja daję radę tylko w kontakcie z czystym szkieletem, pozbawionym miękkich tkanek.

    OdpowiedzUsuń
  23. Wasza stodola to prawdziwa skarbnica skoro nawet Wy sami dokladnie nie wiecie co kryje, super.
    Mam nadzieje, ze bedziesz pokazywala nam kolejne skarby.
    Tablica kopytkowa jest rewelacyjna i bardzo dobrze komponuje sie z komoda, prezentuje sie swietnie. Masz genialne pomysly Kobietko!

    Z tym Iwanem to cos czulam, ze to jakas wkretka. Jak dla mnie od razu wydal sie podejrzany chociazby ze wzgledu na uzebienie, bo jakos nie moglam uwierzyc w to, ze sowiet i wszytkie zeby posiadal, ani jednego zlotego:))))

    OdpowiedzUsuń