-zbyt ciężkiego jabłka, którym w końcu oberwę w potylicę,
-upadku z drabiny,
-paraliżu stawów nadgarstków,
-utraty oka z powodu gałęzi, etc...
Tfu, tfu, tfu, nie wywołujmy wilka z lasu.
Tymczasem w przerwach między bieganiem od jednej jabłonki do drugiej, szperam w starych fotkach, gdyż wiem, że kryje się tam mnóstwo skarbów godnych publikacji. I oczywiście, co znalazłam? Jabłka! :-)
"Dziewczynka z koszem jabłek"-chciałabym tak nazwać to zdjęcie, gdyby nie to, że ową dziewczynkę znałam osobiście, jako leciwą staruszkę. To babcia mojego męża. Zdjęcie jest zrobione w latach dwudziestych. Sad, z którego pochodzą te jabłka, istnieje po dziś dzień, choć rodzina została wyrzucona ze swojego dworu po wojnie. Majątek ów znajduje się we wsi Stara Wola (lub Wola Zręczycka) koło Krakowa. Rodzina wciąż żyje nadzieją na odzyskanie bezprawnie zagrabionych przez komunistów terenów i samego dworu, który jakimś cudem jeszcze stoi. Ten temat będzie żywy na moim blogu, dlatego już dziś o tym wspominam.
Babcia przez całe swoje życie nie cierpiała jabłek. Ja chyba będę mieć to samo :-) Obecnie piekę placek z jabłkami, a zamykając oczy widzę uginające się pod ciężarem owoców gałęzie jabłonek.
Chciałabym odczepić się na chwilę od tematu jabłek i pokazać inne stare fotografie
To jedna z najstarszych fotografii. Przedstawia pra-pradziadków mojego męża. Przypuszczamy, że zostało wykonane w latach osiemdziesiątych XIX wieku. Być może wcześniej. Na oryginał nałożyłam teksturę "z epoki".
To zdjęcie powinno być pierwsze, gdyż przedstawia tych samych pra-pradziadków kilkanaście lat wcześniej, w dniu ślubu i jeszcze bez licznej rodziny. Oczywistym jest, że ta fotografia jest starsza od poprzedniej. Obie stanowią moje ulubione dekory, gdyż ich reprodukcje zawisły w naszym salonie.
Scena z barankiem. Śliczna i nie wymaga komentarza. Lata dwudzieste XX wieku.
Tak zabawiała się młodzież na przełomie XIX i XX wieku. Radosne koedukacyjne harce w Rabie obok majątku na Starej Woli. Dziewczyny cudnie zachuszczone w góralskich kierpcach, frywolnie pokazują kolana. Chłopaki w aseksualnych kostiumach przypominających niemowlęce śpioszki słusznie ukrywają swój strój, jakby zdawali sobie sprawę, jak obciachowo wyglądają :-)
P.S. Informuję wszystkich, że w weekend zebrałam wymagane pół tony jabłek (nie licząc tamtych 170 kilo). Sama jestem ciekawa, czy dobiję do tony. Pierwszy raz w życiu będę mogła zrozumieć słowo "tona" i używać go świadomie jako jednostkę wagi, a nie w kontekście przenośni.
Jabłka, jabłka, pamiętam moje jabłkowe dzieciństwo, uprawiałam zbieractwo, w szkole to nawet masowo nas wywozili na takie akcje. I czarujesz zdjęciami, wspomnieniami, w Rabie moczyłam nogi często i nagminnie dupsko... Piękne!
OdpowiedzUsuńNiesamowite zdjęcia. Rewelacja, każde ma własny klimat.
OdpowiedzUsuńAż żal, że jakieś 400 lat temu nie było fotografii, też bym chętnie obejrzała...
No jabłka muszą być górą! W końcu od jabłka się zaczęło ;)
Zapraszam do zabawy w muzykę duszy, szczegóły u mnie;
OdpowiedzUsuńhttp://a-arachne.blogspot.com/
Duszone są jabłka,pieczone są jabłka i z jabłek szarlotka i kompot i babka!
OdpowiedzUsuńNo widzisz robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
Entliczek - pentliczek czerwony stoliczek.
A tak poważnie, fantastyczne zdjęcia. Następna kolekcja skarbów ujawniona ;)
Iza-ja chcę ten befsztyczek!!! :-) Nie chcę już tych jabłek!!! :-)))
OdpowiedzUsuńCieszę się dziewczyny, że zdjęcia przypadły Wam do gustu :-)