O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 3 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

środa, 30 stycznia 2013

Kurczak z nadzianką i słodka niespodzianka :-)

Dziś na prośbę kilku czytelników podzielę się z Wami przepisem babci (Chłopa babci) na kurczaka z nadzianką i jeszcze dorzucę słodką niespodziankę.

Mam kilka świetnych przepisów, które zdążyła jeszcze mi przekazać babcia przed swoją śmiercią. Są to smaki z dzieciństwa Chłopa (i za to mnie kocha :). Nie umiem wprawdzie sztywno trzymać się przepisów (jestem wybredna, ale kreatywna, zatem niezbyt lubiane składniki zastępuję innymi), podam więc wersję oryginalną i swoje zmiany.

Potrzebujemy:
-kurczaka,
-1-2 czerstwe bułki (jak nie mam czerstwych, to daję świeże :)
-nać pietruszki (może być suszona o tej porze. Ja nie lubię pietruszki i zastępuję ją suszonym czosnkiem niedźwiedzim lub majerankiem)
-jajo
-1/4 szklanki mleka
-sól, przyprawy

Wykonanie jest banalne. Skubiemy bułki lub tniemy w kostkę, wbijamy jajo, solimy, dodajemy pietruszkę, czy tam czosnek niedźwiedzi, co kto woli (wg uznania, jak ktoś lubi dużo, nie warto sobie żałować), zalewamy mlekiem, ciapamy.  Następnie robimy sobie kawę i zasiadamy przed komputerem, aby poczytać, co tam na licznych blogach u Riannon słychać ;-) Bułka w tym czasie nasiąka.


Mieszamy jeszcze raz i ściśle wpychamy nadziankę w odwłok. Jeśli Wasz kurczak został pozbawiony szyjki, trzeba uważać, żeby nadzianka nie wyszła górą :-)


Po nadzianiu kurczaka solimy i przyprawiamy swoimi ulubionymi przyprawami. Mój ulubiony dyżurny zestaw to curry (to żółte) oraz ostra papryka (to czerwone). Niektórzy pewnie stwierdzą, że naszym kurczakiem można by się ogolić-taki jest ostry, ale my tak lubimy :-)


Kurczaka podlewamy wodą (będzie soczysty i nie przywrze do naczynia żaroodpornego/brytfanki) oraz obkładamy jakimś tłuszczem. Polecam smalec. Ja akurat nie miałam smalcu, zatem obłożyłam kurczaka tłuszczami trans :-)
Jeśli ktoś lubi- a my bardzo!- można wkroić kilka ząbków czosnku.


Przykrywamy naczynie i wkładamy kurczaka na 2 godziny do piekarnika. Pieczemy w 180 stopniach.
A potem zaczyna się rozpusta i hedonizm... :-)


Z półtorakilogramowego kurczaka mam dwa nieprzyzwoicie syte obiady dla dwóch osób. Po przekrojeniu kurczaka oddzielam od niego piersi. Na drugi dzień te piersi szatkuję i wrzucam wraz z całym pozostałym wywarem do garnka. Osobno gotuję ryż, mieszam z podgrzanym mięsem i wywarem. Tak powstaje risotto.


Obiecałam Wam na deser smaczne ciacho. Jest niezwykle proste, a wzbudza w naszym domu zachwyty. Każdy chce wiedzieć, jak się to nazywa, a to nie ma nazwy, ponieważ:
1. Jest produktem niemal autorskim (na pewno czymś inspirowanym, ale nikt już nie pamięta oryginalnego przepisu)
2. Zawsze smakuje inaczej i za każdym razem lepiej :-)

Przepis na ciacho w kolejności wrzucania do miksera:
-4 jaja
-200 ml cukru (mała szklanka)
-100 ml (pół małej szklanki) oleju rzepakowego (pewnie może być też słonecznikowy)
-pół łyżeszczki przyprawy korzennej. Może być do piernika, albo do grzańca. Ten składnik decyduje o wyjątkowości ciasta. Zachęcam do eksperymentów.
-300 ml mąki (duży kubek plus troszeczkę)
-2 łyżeczki proszku do pieczenia.
-łyżka kakao, jeśli chcemy mieć wersję ciemną i zrobić oszukanego piernika.

Mąkę, proszek i ewentualnie kakao lepiej jest zmieszać razem w osobnym naczyniu,  zanim doda się ją do płynnych składników.

Zmiksować to wszystko, ciasto ma być konsystencji ciasta do naleśników.

Formę do ciasta (np tortownicę) wysmarować tłuszczem. Pokroić jabłka na ósemki. W wersji ze śliwkami przekroić owoce na pół i pozbyć się pestki. Można zrobić wersję z gruszkami lub mieszaną. Małe owoce typu maliny i jagody się nie nadają, natomiast można sypnąć garść rozdrobnionych włoskich orzechów.
A nie mówiłam, że to ciacho dla kreatywnych? :-)
Bazą są jajka, cukier, olej i mąka z proszkiem. Cała reszta to improwizacja :-)

Na te owoce wylewamy ciasto i wkładamy do piekarnika na 40 minut. Pieczemy w 180 stopniach. Po wystygnięciu odwracamy owocami do góry i posypujemy cukrem pudrem. Smacznego :-)

Jak już się tak najemy do wypęku, warto byłoby gdzieś spalić tłuszczyk, który osadził się wszędzie, tylko nie na cyckach!!! :-) Zapraszam zatem na bloga sportowego do Remigiusza, gdzie tęskniąc za długimi wędrówkami w stronę zachodzącego słońca, zostałam zaproszona do popełnienia wpisu o nordic walking. A zaraz potem, na Korzystnych Zakupach, tłumaczę, jak kupić kije potrzebne do tej dyscypliny.
Może przyłączycie się do wędrówek? :-)

25 komentarzy:

  1. No cóż: nie mamy piekarnika...

    Ale - nie narzekam! Ostatnio zwłaszcza nadziewane ziemniaki i pilaw z kaczki - były godne zapamiętania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najdziwniejsze jest to, że ja długie lata nie używałam piekarnika, a dziś nie mogę się bez niego już obejść. Muszę sobie wygooglować, co to jest pilaw :-)

      Usuń
    2. No tak... ja właśnie to nazywam risotto :-)

      Usuń
  2. Mniam mlasnęłam! Do spacerów chętnie bym się przyłączyła, nawet kije mam :) Może na wiosnę, wszak z Wrocka do Was blisko :) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piechotką to jakieś 150 km :-) Mogę się przyłaczyć do Ciebie ktorejś niedzieli, jak będę wracać ze studiów z Wrocławia. W towarzystwie idzie się raźniej :-) A potem razem wrócimy, bo będę miala następne zajęcia, hi hi... :-)

      Usuń
    2. Ten trop mi się podoba, taka pielgrzymeczka mała do Riannon, ale ciasto będzię??? ;)

      Usuń
    3. Jak Chłop nie zeżre, to będzie :-)

      Usuń
  3. Aneto, żałuję, że tu weszłam o tej porze :D
    Uwielbiam takie jedzonko, uwielbiam pieczonego kuraka w każdej wersji i na piwie i faszerowanego i w kawałkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ wpadnij jeszcze raz w porze obiadowej :-)

      Usuń
  4. Life is brutal. Jak dla mnie zero glutenu i laktozy.
    Bywa......
    Znaczy laktoza przefermentowana (domowy jogurt i takie tam) ok, ale nic z mąką z grains.
    Na szczęście jest jeszcze mieso :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A od czego kreatywność? :-) Bułkę w kurczaku da się zastąpić pieczywem bezglutenowym. Nie miałabym oporów, aby spróbować zamiast mleka dodać jogurtu naturalnego (może nawet spróbuję to zrobić, bo to może dać inny wymiar smaku). A ciacho sobie po prostu odpuść, jako i ja sobie odpuszczam, bo włazi to cholerstwo na stałe w dupę i pozbyć się tego potem nie można :-D

      Usuń
  5. Łomatko :) dlaczego Ty mi to robisz??? Toż ja jeszcze śniadania nie jadłam :/ Kurczak wygląda naprawdę smakowicie, co tam wygląda...gdybym nie miała tylu lat ile mam, podejrzewałabym się o pierwsze objawy schizofrenii, albowiem poczułam jego zapach :))) Ale ponoć w tym wieku schizofrenia już nie atakuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie schizofrenia, tylko wyobraźnia. A ona atakuje niezaleznie od wieku :-)

      Usuń
  6. Wykrylam znowu cos wspolnego, tez nie lubie pietruszki, a majeranek bardzo chetnie. Podobne ciasto tez robilam, tylko jablka wmieszalam do srodka. Wszystko wyglada bardzo smakowicie.
    Kije tez posiadam, ale ze znanych ci powodow, uzywam ich glownie do zaslaniania firanek...
    Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
  7. P.S. Jak widac, udalo mi sie wreszcie zalogowac:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakże się cieszę, że z nami jesteś :-) Ściskam mocno :-)

      Usuń
  8. Oooo, ja takie ciacho robiłam z rabarbarem :) Tylko bez rabarbaru :) Oraz bez jajek, a tylko z pianą z białek, których miałam zatrzęsienie w zamrażalniku.
    To takie ciasto jak ma muffinki i rzczywiście można je pewnie na milion sposobów modyfikowac.

    A kurczaka mi się zachciało takiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciasto z rabarbarem- bez rabarbaru, no cudnie :-) Nie cierpię rabarbaru! Do moich muffinek idzie jeszcze mleko do ciasta i masło.

      Usuń
  9. Lubię pieczone kurczaki, mogą być z nadzieniem, i bez, tylko muszą być dobrze wypieczone, i rumiane ... kupiłam w klamociarni taki ceramiczny "fallusik" do pieczenia kurczaka, nasadza się kuraka jak na butelkę, często jest w użyciu; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w domu za czasów komuny robiliśmy kurczaka na butelce. Smakował wyśmienicie :-)

      Usuń
  10. Ja, chociaż już bladym świtem widziałam tytuł, przeczekałam, bo by mnie ssało na maksa. No i mnie naszło na kaczkę lub kurczaka, ale dopiero jutro zrobię. Ciasto w międzyczasie zrobiłyśmy czekoladowe i połowa zjedzona. To Twoje znam, też robimy od lat z jabłkami, gruszkami, śliwkami, co mam to wrzucam. Zawsze się udaje. Lubię takie ciacha. Super menu zimowe. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, zawsze się udaje i wyśmienicie smakuje :-)

      Usuń
  11. Matuś, jaki biedny kurczak.... Goły, bułą nadziany, mokry, zimno mu. Nie żem wegetarianka, ale jakoś mi żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, w piekarniku było mu gorąco, a zanim wystygł, trafił do naszych ciepłych brzuszków :-)

      Usuń
  12. Kurczaczek wygląda znakomicie!!:-) Ja robie z bardzo podobną nadziewką tylko z kurczaka szkielet wyciągam (wszystkie kości). My hodujemy swoje gęsi, indyki i kurczaki taki to o niebo lepiej smakuje niż te kupne ze sklepu- naszpikowane hormonami. Z kurczaka bardzo łatwo jest kości wyciągnąć, gorzej już z indyka czy gęsi. U nas w domu kurczak tez musi być na ostro:)
    A co do ciasta… za każdym razem mówię sobie, ze już nie będę jadła, tylko rodzince piekła;) Ale moja silna wola kończy się w momencie wyciągania placka z piekarnika- uwielbiam jeszcze ciepłe ciasto. Wiem, wiem niezdrowo jest jeść ciepłe ciasto- moja mama zawsze mi to powtarza. Ale jakoś nie mogę sobie odmówić.
    Ale nabrałam ochoty. Chyba cos dzisiaj upiekę:-)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie Marta

    OdpowiedzUsuń