O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 2 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

wtorek, 7 maja 2013

Raport z Krainy Deszczowców z promieniem wewnętrznego słońca.

Jeszcze kilka takich mrocznych, siąpiących deszczem dni i zaczynam lobbować w kierunku spieniężenia wszystkiego, co mamy i przeprowadzam się do suchej i gorącej Prowansji :-) I nie obchodzi mnie, że są tam skorpiony i jakieś jadowite ponoć węże. Uwielbiam mój tuskulański zakątek, ale są chwile, kiedy opadają mi ręce. Jak tu cokolwiek ogarniać i organizować na zewnątrz, skoro do połowy kwietnia leżał śnieg, a potem słońce przyszło nagle na całe dwa dni. Od tygodnia natomiast siąpi deszcz na zmianę z mżawką. Przez te dwa gorące i słoneczne dni udało się coś tam zrobić i przeorganizować (i przy okazji spalić sobie plecy prawie na węgielek). Być może przyjemniejszych dni było więcej, ale zbyt często lądowałam we Wrocławiu na uczelni, co rozwalało mi domowe roboty.


Stworzenia psiogłowe z Krainy Deszczowców :-)

Szpieg z Krainy Deszczowców ("Karramba"!)

Uchwycony tu w momencie dematerializacji i 
tunelowania w inny wymiar.
Jest to niebywała zdolnośc naszego szpica 
do natychmiastowego znikania i pojawiania się
 w najdziwniejszych miejscach :-) 


Pamiętacie może, że w zeszłym roku postawiliśmy sobie tablicę informującą turystów o tym, że znajdują się Krainie Domów Przysłupowych. Postawiliśmy ją tak nieszczęśliwie, że z podwórka miałam widok na blaszane plecy tej tablicy. Zasłaniała mi widok na romantyczną ruinkę, należącą obecnie do naszych sąsiadów. A że ruinki przez sąsiadów powoli zaczynają być zagospodarowywane i robi się pięknie, uparłam się, że tak być nie może, że trzeba z tą tablicą coś zrobić. Pół dnia poświęciliśmy na przesunięcie monumentu (ważącego chyba z tonę) przy pomocy… ręcznej wciągarki. Opłaciło się.


dla porównania zdjęcie, gdzie widać, jak jej plecy
przesłaniają nam krajobraz


jest tu

a była tu


Matko boska, właśnie pada deszcz z gradem…

Miałam w tym roku ambitne plany organizacji nie tylko remontu sali muzeum, ale również ostatecznego ogarnięcia i zaplanowania przestrzeni na zewnątrz, a tu dupa. Kolejny rok z rzędu zielsko z nami wygrywa, bo pogoda i uniemożliwia wejście z kosiarkami, a wilgoć obrzydza jakiekolwiek plany. Jeśli nadal będziemy mieć taki wilgotny klimat, to zarośniemy tropikalnym buszem, do czego jest już nam bardzo blisko.

Dzisiejszego ranka, plewiąc w deszczu maliny, z rozrzewnieniem i łezką w oku wspominałam prowansalskie dzikie naturalne skalne ogrody, o które nie trzeba dbać, bo ze względu na suchy klimat składają się głównie ze skały, spomiędzy której tu i ówdzie wyrasta suchy urokliwy krzaczek i najprawdziwsze zioła. U mnie naturalnie rośnie podagrycznik, świerząbek, pokrzywa i perz. I paprocie. Po 12 latach nierównej waliki z wyżej wymienionymi, pierdzielę to wszystko.  Prócz wydzielenia niewielkiego kawałka na potrzeby ekspozycji muzealnych maszyn rolniczych, od przyszłego roku sadzę wokół domu las.

Uwierzcie mi na słowo, że na pierwszym planie są już wyplewione maliny

tu nawet wisienka usiłuje kwitnąć

A las na części posesji i tak już mamy naturalny


Najbardziej ubolewam, że do tej pory nasze mniszkowe łąki nie zakwitły żółtym kwieciem. O tej porze roku zawsze już miałam bulgoczące wino z mniszka w baniaczku. Obiecałam kilku osobom, że podam przepis na to wino. Możecie go znaleźć pod tym linkiem: 


Na szczęście zapas z zeszłego roku jeszcze się nie skończył, ale nie wyobrażam sobie, abyśmy w tym roku nie nastawili choćby jednego baniaczka.
Tymczasem tynki w remontowanej sali muzealnej wyschły i mogłam wejść z przygotowaniami do malowania ścian. Aby zaoszczędzić nieco na kosztach, jako podkładu pod farbę kolorową, użyłam białej taniej farby akrylowej. Wniknie ona w pory świeżego tynku i przynajmniej teoretycznie, droższej kolorowej farby powinno zejść mniej. Zobaczymy. Na razie kończę gruntowanie, malować kolorem zacznę po weekendzie, kiedy wrócę z uczelni.

Mimo tej szaroburości na zewnątrz, w majowy weekend zaświeciło dla nas wewnętrzne słońce. Los jednak jest sprawiedliwy i pozwala nam na swojej drodze spotykać wspaniałych ludzi. W deszczu, słocie i mroku, w zeszły czwartek, radośnie przemierzyliśmy prawie pół Polski, aby nasze Muzeum wzbogacić o absolutnie fantastyczny zabytek- stare, drewniane krosna poziome. Brakuje mi słów na wyrażenie wdzięczności Egretcie i jej mężowi za ten podarunek. Warsztat tkacki, póki co, był dla nas niedostępny. W naszej okolicy nie zachował się żaden (jeden taki stoi w muzeum w Lubaniu, drugi w muzeum tkactwa w Kamiennej Górze). Swój wzrok kierowaliśmy na aukcje w Niemczech, ale to byłoby dosyć trudne i kosztowne przedsięwzięcie. Warsztat wymaga renowacji i uzupełnienia brakujących części, ale zasadnicze jego elementy są. Najszybciej, jak to było możliwe, Chłop zabrał się za składanie warsztatu.






Zupełnie niespodziewanie i przy okazji dostaliśmy od naszych darczyńców wyciskarkę do sera oraz lewar o tyle ciekawy, że zupełnie inny niż ten, który znajduje się w naszych zasobach.

Zostaliśmy też obdarowani prawdziwym piwem domowej produkcji, nie z żadnych gotowców, tylko robionym od podstaw, którego smak przewyższa wszystkie piwa, jakie dotąd kosztowałam. Bardzo lubimy piwo i obawiam się, że po tej degustacji zostaliśmy zepsuci :-) Żadne piwo nabyte w sklepie nie będzie nam już chyba smakowało.

Kochani, jeszcze raz gorąco Wam dziękujemy :-*

28 komentarzy:

  1. Gratuluję krośnianego nabytku! Przesyłam pozdrowienia i trochę słońca z Wlkp :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, bardzo potrzebujemy słońca :-)

      Usuń
  2. U nas za to sucho jak w Prowansji. Ziemia pęka, wszystko kwitnie, a my już spaleni słońcem. Może oddali byście trochę deszczu?
    Pozdrawiam mocno!
    Asia
    PS. Mniszek na wino zebrany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, bardzo chętnie weszłabym w taki barter- oddam deszcz za odrobinę słońca :-) Wypatruję mniszków i mam nadzieję, że łąki rozkwitną. w tym roku nie kwitły nam bzy :-(

      Usuń
    2. Jak to nie kwitły? Moje się dopiero szykują do kwitnienia.

      Usuń
    3. U nas zawsze kwitły na początku maja. Na urodziny, które już minęły tydzień temu, zawsze miałam w wazonie bukiet bzów. Sama jestem ciekawa, czy zakwitną z opóźnieniem, czy już nie. Mieliśmy już lata bez bzów. Ostatnie w 2011, kiedy w majówkę spadły masy śniegu- wszystkie pączki kwiatowe obmarzły, również te na drzewach, a bzy w 60% zostały połamane pod ciężarem mokrego śniegu.

      Usuń
  3. Deszczu ciaglego nie zazdroszcze.

    Co do malowania scian to chyba musze cie zmartwic. Jedna warstwa koloru nie wystarcza, zeby nie wiem co i zeby nie wiem co producenci pisali.
    Ja malowalam na scianie bialej, bez zadnych tynkow i innych komplikacji farba taka c to teoretycznie jedna warstwa starcza. I co? Nic. Trzeba bylo druga warstwe, bo mazy bylo wyraznie widac i tyle :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. W domu od wszelkiego malowania jestem ja i nigdy mi się nie zdarzyło, żeby jedna warstwa wystarczyła. Podkład jednak ma spełnić inne zadanie- zatkać pory w tynku, co spowoduje, że tynk nie będzie już "pił" tej farby kolorowej. Dzięki temu mniej jej zejdzie. Nawiasem mówiąc, wybrałam dziś farbę-Dekorala "błękitną chmurkę" :-)

      Usuń
  4. Wyplewione maliny powiadasz? Wierzę na słowo:)
    U nas słonko, ciepełko od soboty zatem przesyłam Wam słoneczne buziaki.
    Fajnie, że los zetknął Was z takimi ludźmi, którzy sprawili radość eksponatami. Takie rzeczy się docenia. Mam nadzieję, że to jeden z wielu uśmiechów losu.

    Las jakoś mi nie pasuje, ale walki z zielskiem nie zazdroszczę. Gdyby było bliżej to jako wolontariusz bym się zgłosiła. Tymczasem wspieram Was dobrymi myślami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maliny mają 20 cm dopiero, to co ma być widać? ;-) Zbliżenie Ci zrobię :-) Nawet im podsypałam dzisiaj nawozu mineralnego- taka dobra chciałam być :-)
      Razem z sadem, ja mam ręcznie do obrobienia prawie półtora hektara nierównej powierzchni koło domu. Myślę, że każdy postawiłby na las :-)

      Usuń
    2. Kochana, skoro każdy postawiłby na las, to znaczy, że jest to pójcie na łatwiznę. Do Ciebie to niepodobne, zatem wiem, ze lasu nie będzie ha ha ha:)No chyba, że drzewa śródziemnomorskie zaczniesz hodować, to byłoby wyzwanie godne Ciebie.
      Wiem, ze to ogromny obszar, wiem, że jedna para rąk to zbyt mało, w dodatku praca syzyfowa. Mogę Cię tylko wspierać i trzymać kciuki, abyś podołała choć w części. Buziaki:)

      Usuń
    3. Nie podejmuję wyzwań botanicznych, bo to jest dziedzina, do której mam dwie lewe ręce. Lasem też się trzeba opiekować i też może być wyzwaniem. A pomyśl o własnych grzybkach- prawdziwkach, kozaczkach :-) Z własnego kawałka lasu też jest pociecha :-)

      Usuń
  5. łączę się z Wami w bólu, wszak u nas podobna Kraina Deszczowców. Malin już dawno nie plewię - czytałam, że lubią jak im coś rośnie "pod nogami" ;-)) Mniszka też nie ma w tym roku, a taką miałam ochotę ma winko, nigdy w życiu takiego nie piłam...
    Psiaki masz cudowne ;-)) Trzymam kciuki za Muzeum, widzę, że pięknie się rozwija. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod nogami, to im może rosnąć, ale na razie, jak ledwo odrosły od ziemi (odmiana polana, która co rok wypuszcza pędy z korzeni) to pokrzywy miały nad głową :-)
      Ja nie tracę nadziei co do mniszka. Jak tylko zaświeci trochę słońca, jest szansa na żółte kwiatki.
      Dzięki za dobre słowo :-)

      Usuń
  6. Melduję, że Wrocław cały w mleczach (jakoś wolę tą nazwę z dzieciństwa). Mogę nazbierać w Parku Szczytnickim i Wam przesłać. Ale czy będziecie chcieć takie wrocławskie, z chemią?..:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pieski i żule nie sikają tam w tym parku na te mlecze? :-)Poczekamy na własne :-)
      Właśnie zaświeciło słońce, a wraz z nią nadzieja :-)

      Usuń
    2. Pieski sikają, na pewno :)) Żuli tam nie widać, raczej studenci. Więc ja sobie winka nie zrobię... Eh... Ale za to mam piwo z absyntem, ha!! :))

      Usuń
    3. Absynt- tego jeszcze nie próbowałam, a od lat się rozglądam. Chyba w końcu sama sobie zrobię :-)

      Usuń
  7. Szkoda, że ja nie mam takich darczyńców i na krosna sama muszę sobie jakoś te pieniądze nazbierać :(

    Mniszka u nas dostatek. Rozplenił się radośnie po naszym trawniku lubo przypominającym łąkę i żółci się na potęgę :)
    Chyba skorzystamy z przepisu i uwarzymy kapkę wina na spróbowanie ;) Dziękuję za przepis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zróbcie winko koniecznie! U nas wreszcie zaświeciło słońce- jest nadzieja :-)
      Jeśli jesteś aktywną tkaczką, to może lepiej uskładać na nowy. Nie chcę być nadmierną pesymistką, ale obawiam się, że nasz nabytek będzie tylko eksponatem do oglądania, nie do pracy.

      Usuń
  8. Riannon, jak ja Cię dobrze rozumiem. Cała majówka zeszła nam na wycince buszu na wsi, cięciu połamanych w zimie drzew na drewno opałowe... Chcąc nie chcą, z braku czasu, pracowaliśmy i w deszczu. Grunt mamy w dodatku podtopiony, na sąsiednią działkę jakiś debilny sąsiad przepompowuje od siebie wodę, która nie ma już gdzie odpływać. Chciałam założyć choćby metrową grządkę na zioła i jarmuż - ale na pół szpadla stoi woda. Chyba muszę zaakceptować, że nasz dziedziczny hektar nigdy nie będzie trawnikiem, ale raczej zarośniętym starym sadem, trudno.
    A co do mniszka - ucieszyłam się z jego wczesnej fazy wzrostowej i codziennie pożerałam kilka garści młodych listków - a to w sałatce, a to jako dodatek do jednogarnkowych potraw. Miałam też ochotę na zupę z młodych pokrzyw, ale Sahib odmówił i nie chciało mi się tylko dla siebie robić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj zatem siostro w niedoli botanicznej :-)
      Pokrzywy też bym odmówiła, bo nieustannie mam poczucie, że poparzyłaby mnie od środka :-) Młode listki mniszka, jak obiecałam we wpisie o mniszku, również konsumuję, jako dodatek. Garściami jeszcze nie mam odwagi. A na sok z korzenia może też przyjdzie pora :-)

      Usuń
    2. Sparzenie pokrzywy wrzątkiem załatwia sprawę - rok temu zrobiłam duszoną a la szpinak. Dobra była!

      Usuń
    3. Brr... mam awersję do pokrzyw. Dwa dni, korzystając ze słońca, plewiłam, wyrywałam, łapska po łokcie sobie poparzyłam. A jak ktoś mi powie, że to dobre na reumatyzm, to nie ręczę za siebie :-)

      Usuń
    4. No jak to, nie pamiętasz bajki o robotnej Anetce i efektów leczniczych na czarownicy:)))
      Zaskoczyłaś mnie z tymi bzami, u nas zawsze było opóźnienie i kwitły na przełomie maja i czerwca, a w tym roku biały już zaczął kwitnąć, a fioletowe lada dzień. Pięknie się wam muzeum rozrasta!!
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. No tak, pamiętam :-) Żeby to było takie proste... :-)
      Doczekaliśmy się bzów i my :-)
      Nie powiem, że nie mam czasu na podziwianie, bo równolegle z pracą przy remoncie muzeum, ogarniam ogród, to się napatrzę :-)

      Usuń
  9. Anetko Droga, przez Ciebie zarumieniłam się snadnie... tyle dobrych rzeczy o nas napisałaś a my przecież nie zrobiliśmy nic wielkiego. Uratowaliśmy tylko kilka zabytkowych przedmiotów od niechybnej zagłady oddając je w ręce najlepsze z możliwych :)
    Jestem przekonana, że będą edukować, wzruszać i cieszyć oczy odwiedzających Wasze muzeum. Nic lepszego nie mogło spotkać tych kilku starych przedmiotów :)
    A jeśli chodzi o piwko... no cóż, służymy doradztwem. To nie jest tak skomplikowane jak sie na początku wydaje, zwłaszcza dla smakoszy takich jak Wy. Pozdrawiamy ciepło - T+M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo... po tym, co wysłuchałam na temat produkcji piwa i próbowałam sobie to wyobrazić, to jednak, przynajmniej na razie, przekracza nasze możliwości (i cierpliwość :-).
      Należałyby się Wam jeszcze większe podziekowania, gdybym umiała wyrazić je słowami.
      Tymczasem Wasz warsztat będzie głównym gwoździem programu na Dniu Otwartych Domów Przysłupowych w naszych progach :-)

      Usuń