O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 3 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

środa, 19 stycznia 2011

Pozytywne skutki porwania przez UFO.

Na wniosek Czaroffnicy chciałabym rozwinąć punkt 3 z mojej osobistej wiwisekcji i opowiedzieć o moim doświadczeniu z UFO. Nie, nie zostałam porwana, ani nie przeprowadzono na mnie żadnego eksperymentu. Tu niestety rozczaruję wszystkich, dla których manipulacje przy mojej głowie przez istoty pozaziemskie, mogłyby wyjaśnić moją dziwną osobowość. Słyszałam natomiast prawdziwą historię człowieka porwanego przez UFO, którą przytoczę poniżej.

Moja historia przedstawia się następująco:
Zdarzenie owe miało miejsce we Wrocławiu. Pewnego pięknego, zimowego wieczoru, roku 1991 lub 1992, wracałam wraz z moją przyjaciółką z zajęć gry na gitarze. Była godzina 18.00 lub 19.00, nie później. Miasto pełne było powracających z pracy do domu ludzi. Za skrzyżowaniem ulic Piłsudskiego i Zielińskiego, tuż nad wiaduktem kolejowym, ujrzałyśmy widok, który wprawił nas w osłupienie. Zamarli również ludzie stojący na przystanku autobusowym. Ujrzeliśmy bowiem wszyscy kilka czerwonych kul poruszających się z południa na północ. Wyglądało to mniej więcej tak:

Kule miały ciemnoczerwoną barwę, świeciły, ale niczego nie oświetlały, nie dawały blasku, nie migały. Nie mogły być odbiciem świateł z ziemi. Były niesamowicie wyraźne, jak na moim rysunku, o nasyconym kolorze. Jedna z kul była widocznie większa od pozostałych. Sprawiały wrażenie, iż znajdują się stosunkowo nisko. Na tyle nisko, że byłby widoczny przedmiot (samolot, zeppelin, balon), na którym ewentualnie byłyby umocowane. Zjawisko to nie generowało żadnego dźwięku. Gdyby to był samolot i znajdował się na tej wysokości, eksplodowałyby nam głowy od huku. Nie było nic, tylko te stosunkowo duże czerwone kule przemierzające niebo. Ich położenie względem siebie nie miało żadnego logicznego kształtu. W ten sposób żaden obiekt nie jest oświetlany. Tu zgadzamy się z przyjaciółką w stu procentach. Natomiast każda z nas troszkę inaczej zapamiętała sposób poruszania się kul. Mnie się wydaje, że kule nie poruszały się względem siebie, natomiast przyjaciółka pamięta, że zmieniały położenie w stosunku do tej większej kuli, którą nazwałyśmy obiektem matką. Żadna z nas nie da złamanego grosza za swoją pamięć. Bardziej ufałabym przyjaciółce, gdyż ma umysł bardziej ścisły od mojego. Ja z czasem zapominam szczegóły i upraszczam.

Wróciłyśmy z lekka wstrząśnięte do domu. Na drugi dzień ukazały się w mediach informacje na ten temat. Nikt nie zidentyfikował zjawiska. Było ono widoczne na całym Dolnym Śląsku. Jeśli dobrze pamiętam, najwięcej relacji było z okolic Legnicy.
Próbowałam szukać w bazach komputerowych, ale nie znalazłam tej właśnie konkretnej relacji. Przeczytałam o kilku innych obserwacjach i wiem, że wiele z obserwowanych kul zidentyfikowano jako lampy chińskie, czy coś takiego. Obejrzałam film z „lampami”, to nie było to, zupełnie nie przypominały naszego zjawiska. Z resztą wątpię, czy 20 lat temu były jakieś chińskie lampiony.
Nie wiem, co widziałam, czy ta obserwacja została racjonalnie wyjaśniona, czy zapomniano o niej, a nadal pozostaje niezidentyfikowana? Na szczęście prócz anonimowych obserwatorów na przystanku, za świadka, że nie popadłam w obłęd, mam moją przyjaciółkę.

Przy okazji tej historii przypomniała mi się opowieść o człowieku porwanym przez UFO, którą usłyszałam kilka lat temu od znajomego archeologa.
Ekipa archeologów pracowała przy pewnym zleceniu kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia. Nie mieli bazy na miejscu, zawsze późnym wieczorem, często po zmroku, wracali zmęczeni do domu. Pewnego ciemnego wieczoru omal nie przeżyli największej tragedii w swoim życiu, bowiem niewiele brakowało, a przejechaliby człowieka. Na środku jezdni leżał pijany typek, a obok niego leżał rower. Chłopaki zdenerwowali się sytuacją. Typka nie widać, zapada ciemność, na pewno któreś następne auto po nim przejedzie. Niewiele myśląc, zamiast położyć typka w rowie, postanowili dać mu nauczkę. Wciągnęli go do busa wraz z rowerem i ruszyli swoją drogą. Niedaleko miasta, kilkadziesiąt kilometrów od miejsca, w którym znaleźli pijaka, zatrzymali się i bezpiecznie ułożyli go w rowie. O sprawie zapomnieli.
Niedługo potem, przy okazji sprzątania busa, jeden z archeologów znalazł dokumenty, które widać wypadły pijakowi podczas szamotaniny. Postanowił przy najbliższej okazji podjechać pod wskazany w dowodzie adres i oddać znalezisko. Ale wiecie, jak to jest. Pierwsza okazja nadarzyła się dopiero po jakimś czasie.
Kolega puka do drzwi, otwiera mu kobieta.
-Dzień dobry, znalazłem dokumenty w rowie i pomyślałem sobie, że ktoś zgubił i może ma kłopoty. Chciałem je oddać.
-Panie kochany- mówi na to kobiecina- Pan sobie nie wyobraża, stał się cud!
-A co się stało?- pyta znajomy.
-To są dokumenty mojego męża. Jego kosmici porwali.
-Co pani opowiada, jakcy kosmici???
- No UFO! Panie, to taki pijak był! Mówi, że leżał gdzieś pijany i nagle zobaczył, jak zbliżają się do niego jakieś oślepiające światła. Potem wysiadło ze spodka kilku ufoludków i panie, do pojazdu go wciągnęli i wyrzucili gdzieś w nieznanym miejscu. Panie, on do domu cały dzień wracał. I niech pan sobie wyobrazi, chyba coś mu w głowie zmajstrowali, bo od tej pory wódki do ust nie wziął i do kościoła zaczął chodzić.
Znajomy grzecznie, acz w osłupieniu,  wysłuchał historii, oddał dokumenty i oddalił się z miejsca z ambiwalentnymi uczuciami. 

25 komentarzy:

  1. he, he, jak to chcąc zrobić głupi dowcip można spełnić dobry uczynek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. To lepsze niż odwyk! Poprawa poziomu życia jego baby- bezcenna :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwieeellllbiam takie historie:]
    te wszystkie miejsko-wiejskie legendy :]

    a Twoje doświadczenie- ciekawe i zastanawiające. spotykałam się często w relacjach z czerwonymi/ białymi/oślepiającymi obiektami kulistymi (-interesowałam się swego czasu zjawiskiem i jestem wierną fanką radiowego Nautiliusa!)
    _________________________________________
    tylko głupcy wierzą w to, że w kosmosie poza nami nie ma nikogo więcej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Być może moje doświadczenie ma ziemskie wytłumaczenie, niemniej jednak również uważam, że niby czemu mamy być jedyni w kosmosie? Jeszcze niedawno uważano, że poza układem słonecznym nie ma planet, że jesteśmy wyjątkiem. To bardzo megalomańskie i bezsensowne, z punktu widzenia prawdopodobieństwa, stwierdzenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wierzę jedynie w istnienie Lorda Vadera i Sithów (naprawdę!) Wrocław jest przedziwny, osobiście miałem tam wiele spotkań trzeciego stopnia. :))

    OdpowiedzUsuń
  6. He, he he... ale ja byłam wtedy nieletnia i... trzeźwa, jak świnia. W liceum orali w nas, jak w perszerony (klasa eksperymentalna językowa) i po lekcji gitary trzeba było niezwłocznie do domu wracać, wkuwać słówka z francuskiego, a nie po knajpach się szlajać :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale nam zabiłaś ćwieka!!!! Snujemy się po domu i biedzimy, w którym polskim filmie widzieliśmy tę historię pijaczka... ?????????????/
    A się nam przyczepiło, jak rzep...
    Wot żyzń... Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Było coś takiego? Eno, chyba mnie koledzy nie wkręcili? :-) Może powtórzyli numer, albo co? Ot, kolejna zagadka. Jak moje UFO :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta historia to nie z filmu,jak byłam na studiach we Wrocku ,opowiadał mi ją nasz doktorant Tomasz Przerwa, w sensie co to jego kumple ciekawego zmajstrowali. Jak widać szersze koło zatoczyła ,bo ponoś historia kołem się toczy^^

      Usuń
    2. No to odetchnęłam z ulgą, bo to akurat to samo środowisko :-)

      Usuń
  9. Riannon, skąd wiedziałaś? heheheh A ten numer archeologów z pijaczkiem bardzo możliwy, bo wiem, że nie jedyny tego rodzaju. hehehe

    OdpowiedzUsuń
  10. Podobna sytuacja była u Pilipiuka, tyle, że
    1. To był sam Wędrowycz, a nie zwykły pijaczek,
    2. Wywieźli go aż do...Peru ;-)

    PS dla niewtajemniczonych - Jakub Wędrowycz - najlepszy świecki egzorcysta w Polsce i nie tylko, bohater opowiadań Andrzeja Pilipiuka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Scena jest iście jak z filmu, więc skojarzenia nie dziwią :-)
    Pilipiuka uwielbiam, ale nie udało mi się dotrzeć do wszystkich Wędrowyczów, więc numeru z Peru nie znam :-) Przypominam, że Pilipiuk jest również archeologiem z wykształcenia, to hermetyczne środowisko, a opowieści krążą po ludziach. I tak jak mówi Zawrócony- archeolodzy słyną z nieziemskich numerów :-)

    Zawrócony- A skąd wiedziałam? Hm, cóż... Zdarzyło mi się też przeżywać astronomiczne przygody. Zyskałam nawet swego czasu indiańskie imię "Dwa Księżyce", gdy pomieszawszy trunki, ujrzałam na niebie piękne dwa złote ziemskie satelity :-) Jeden piękniejszy od drugiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzieliśmy to na bank w polskim filmie, ale to nie była jakaś głośna superprodukcja.... A koledzy wcale nie musieli Cię wkręcić - w końcu scenariusze powstają na bazie również tego, co się usłyszy...
    Złości nas nadal, że nie możemy sobie przypomnieć tytułu! Może ktoś z innych Twoich czytelników będzie pamiętam i dzięki temu nasze skołatane głowy wrócą na kark...
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  13. UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF

    Motór. reż. Wiesław Paluch

    No to teraz zanucimy "chyba już można pójść spać"

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  14. Ufff... to i mnie ulżyło :-) Nasza historia to koniec lat 90-tych, po środowisku archeo krążyła w okolicach 2001 roku i wtedy ją usłyszeliśmy. Mamy ją dobrze umiejscowioną w czasie, bo rok 2001 to data, kiedy kupiliśmy dom i sprowadziliśmy się na wieś :-)
    Film jest młodszy, miał premierę w 2005.
    Koledzy mają kontakt ze środowiskiem filmowców, gdyż zdarzało się, że brali udział w scenach związanych z rekonstrukcjami historycznymi. To może być jakieś wytłumaczenie.
    Nieźli z Was detektywi :-) Nawiasem mówiąc, bardzo ciekawy to fakt z tym filmem, dzięki, że to wyszperaliście :-)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Tą historyjkę z rowerzystą słyszałem kilka razy jako urban legend- zawsze tylko ktoś znał kogoś kto znał tego co w tym uczestniczył.
    Jesteś pewna jej prawdziwości?

    OdpowiedzUsuń
  16. Generalnie byłam pewna, ale teraz to już za nic nie dam głowy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czy ktoś zauważył, że obcy wyglądają zawsze jak skrzyżowanie młodej małpki kapucynki z kościotrupem?

    OdpowiedzUsuń
  18. Coś w tym jest :-)
    Ludzki umysł jest w stanie stworzyć tylko to, co sam zna. Jakikolwiek wizerunek obcego stwora wymyślimy, zawsze będzie krzyżówką czegoś żywego lub martwego, co widzimy w otoczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmm własnie, mam w dachu nad biurem ptasie gniazdo, nie usuwam go, mimo, że dzicy współokatorzy czasem obsrają mi okno...

    Tak czy inaczej na wiosnę wypadł pisklak i się zasuszył lekko zanim go znalazłem, wyglądał niemal identycznie jak ten ufok z obrazka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten ( a może pierwowzór) przypadek porwania przez UFO opisano w czasopiśmie Detektyw. Z tym, że to byli policjanci. Jechali z Warszawy do Katowic po odbiór więźnia. Jechali w nocy by na 6 rano być na miejscu. Właśnie po drodze znaleźli pijanego, śpiącego rowerzystę. Zabrali go, by po drodze odstawić w najbliższej miejscowości. Zapomnieli o nim. Dopiero jak dojeżdżali na Śląsk, gość się zaczął budzić i coś tam marudzić. Więc ci wystraszyli się, że zapomnieli o chłopu i zatrzymali się na najbliższym przystanku autobusowym. posadzili go a rower postawili obok. Facet jak wytrzeźwiał był przerażony, bo znalazł się prawie 150 km od domu. Do tej pory ( jak pisało czasopismo) jest pewny, że porwało go UFO.
    Tak było w gazecie parę lat temu.
    A co do światełek. W moim mieście od paru już lat wypuszczane są lampiony ( nie jakieś chińskie)A to z okazji wesela albo inszej imprezy. Mimo to zawsze znajdzie się ktoś, kto na necie napisze, że widział ufo. Nie ukrywam, że to dość dziwnie wygląda - ale my mieszkańcy wiemy co to jest.

    OdpowiedzUsuń
  21. W gruncie rzeczy to mało ważne, czy to mit czy nie. Chciałam opowiedzieć fajną historię. Kto jej jeszcze nie słyszał, mam nadzieję, że dobrze się bawił :-)

    Światełka dają się dosyć szybko wyjaśnić i to je odróżnia od jakichś dziwnych zjawisk, których byłam świadkiem. Byłabym wdzięczna, gdyby ktoś wyszperał konkretnie ten przypadek, a jeszcze bardziej, aby podał racjonalne wytłumaczenie, co to mogło być?

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej Tam, co się łamiesz. OPOWIEDZIAŁAŚ FAJNĄ HISTORIĘ. I pomyśl, jak ktoś będzie badał ten motyw wędrowny, poda Twój blog w bibliografii! Wywołałaś lawinę :-), a do listy dopisujemy "Detektywa". :-DDDDDD
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  23. A co ja się tam mam łamać :-)))
    Mam z resztą inne, bardziej możliwe wytłumaczenie, niż urban legend. Z resztą, co to za urban, jak to na wsi się działo, toż to country legend :-)))
    Urban legend mają to do siebie, że są dziwne, złowrogie i nieprawdopodobne. Ta historia żadnych nieprawdopodobnych wątków nie ma. Moim zdaniem wszystkie historie są prawdziwe, a wynikają z tego, że w stanie upojenia alkoholowego umysł pijaczków działa w taki sam sposób.
    To tak jak z tym testem skojarzeniowym, w którym każą nam natychmiast podać bez zastanowienia jakieś warzywo i 80 procent ludzi mówi... marchewka :-)
    Codziennie zbierani są z dróg jacyś pijani rowerzyści. Niech tylko jakiś procent z nich przetworzy w mózgu skojarzenie światła= ufo i już każdy z nas ma podobna historię do opowiedzenia i opisania :-)))

    OdpowiedzUsuń