O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 3 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

czwartek, 3 maja 2012

Wielki Syf w Tuskulum.


Spojrzałam na datę poprzedniego wpisu i za głowę się złapałam. Czas tak mi szybko leci, że mam wrażenie, że minęło góra 5 dni. Tymczasem tak się zagubiłam w kojczyku, że zastał mnie maj. Mam uwagę w stu procentach skoncentrowaną na szczeniętach i chętnie nadal zagubiłabym się w kojczyku na kolejny miesiąc, ale życie samo upomina się o moją uwagę. Dzieci z resztą już nieco podrosły i dają nam możliwość skupienia się przez kilka godzin na dobę na innych aktywnościach.
Przede wszystkim nie mogę pominąć bajkowego widoku, jaki roztacza się wokół naszego domu.







Kiedy tak siedzimy przy maluchach, zawsze przychodzą nam do głowy rozmaite pomysły, często karkołomne i przełomowe, ale zazwyczaj trafione. W tym roku, widząc nasze pola pozostawione odłogiem przez wieloletniego ich dzierżawcę, zrobiło nam się żal. I tego, że uprawiana, nawożona, zadbana do tej pory ziemia leży odłogiem i oczywiście zrobiło się nam żal dopłat unijnych, które są ogromną częścią naszego domowego budżetu.

O nabycie ciągnika suszyłam łysą głowę Chłopa już rok temu. Wtedy jeszcze nie bardzo miało to uzasadnienie. Po co niby wchodzić w inwestycję, skoro ktoś inny odwala za nas ciężką, brudną i kosztowną robotę? Miałam jednak przeczucie, że kiedyś ten układ się skończy. I właśnie to nastąpiło. Dzierżawca najprawdopodobniej miał ciężki poprzedni rok, zbiory się nie udały, na naszym polu nie wzeszedł rzepak, na innych też nie było zbyt dobrze. Biorąc pod uwagę środki, jakie trzeba wyłożyć, aby przygotować kilkaset hektarów ziemi pod uprawę, wcale się nie dziwię. Jeden kiepski rok i taki gospodarz bankrutuje. Ceny paliw, jak z kosmosu, również nie zachęcają do inwestowania. 
Kiedy zasięgnęliśmy języka co do przyszłości naszego pola okazało się, że dzierżawca zgodzi się na uprawę pod warunkiem, że zwrócimy mu część poniesionych kosztów. Ręce mi opadły. Mam dzielić się niewielkimi w sumie dopłatami, z których opłacam podatek rolny, KRUS, etc., nie partycypując w zyskach ze swojego pola? A takiego wała- pomyślałam brzydko i wzięłam sprawy w swoje ręce.

Nie życzę sobie być uzależniona od fanaberii innych ludzi. Udało mi się przekonać do mojego pomysłu Chłopa, który przez dwa kwietniowe tygodnie nocami jednym okiem spoglądał na kojczyk, a drugim przeglądał w internecie oferty. Wyliczyliśmy sobie, że nawet jeśli w tym roku jedynie zaoramy ziemię, z dopłat zwróci się nam koszt ciągnika. Stracimy jedynie na pługu oraz konicznym do orki paliwie. Przyszłe lata będą już przynosiły zysk. Nie zaoramy, nic nie dostaniemy. Kupimy ciągnik, zwróci się on z dopłat, wyjdziemy zatem na zero. Ciągnik zostanie i będzie przynosił zysk w następnych latach. Nie mówiąc już o tym, że przyda się również w innych koniecznych przypadkach, które na wsi są na porządku dziennym (np. wyciąganie zimą z zaspy aut niefrasobliwych podróżnych, czy zrywka drewna).
Również pod tym kątem rozpoczęliśmy poszukiwania, w wyniku których, kilka dni temu na nasze podwórko, po pewnych perturbacjach, zajechało to, czyli Syf Większy.
Fortschritt zt 303, pojemność 6560, 100 KM, , wielki, jak lokomotywa, ponad 5 ton wagi, stał się jednocześnie jednym z zabytków techniki w naszym muzeum:







Kobiety na traktory! :-DDD





Próby na polu wypadły pomyślnie :-)

I tak powoli stajemy się rolnikami nie tylko z nazwy. Po 11 latach od przeprowadzki na wieś, dojrzeliśmy do pracy na roli na własny rachunek. Jeszcze nie wiadomo, co nam z tego wyjdzie, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Z ośmiu hektarów, jakie nadają się tutaj pod uprawę, szampanów nie będzie, ale ja wieczna pesymistka, o dziwo optymistycznie i ze spokojem witam te nowe perspektywy, które uniezależnią nas od osób trzecich.

Od razu mówię, że zamierzam prowadzić normalną, racjonalną, opartą o setki lat tradycji i rozwoju cywilizacyjnego pracę z wykorzystaniem wszelkich udogodnień, jakie owa cywilizacja przez te setki lat wniosła. Oczywiście, zgodnie ze swoim skromnym budżetem, który pozwala mi na zakup zabytków techniki z lat 70-tych, może mniej wygodnych, ale solidnych i nie psujących się po 3 sezonach. W nosie mam te wszystkie nowoczesne –izmy; ekolog-izmy, permakulur- izmy i inne oszołom- izmy. To utopie, które wymyślają ci, którym się z dobrobytu w dupach poprzewracało. Jak żyję, nie widziałam nigdy, aby ktoś żył i utrzymywał się z tego typu działalności. Fajnie, że są ludzie, którzy się w to bawią i właśnie słowo „bawią” jest tu najwłaściwsze. Ja na zabawę nie mogę sobie pozwolić, gdyż dla mnie to sprawa być, albo nie być. Kiedy widzę w sklepach eko-żywność za olbrzymie pieniądze, która wygląda tak nieskazitelnie, jakby była odlana z plastiku, dochodzi do mnie, jakim potężnym oszustwem są takie pseudoeko produkty. Spoglądam wtedy na swój sad, swoje jabłka, które przynajmniej od 40 lat pestycydów nie doświadczyły, zrywam prosto z drzewa wielką gruszkę o szorstkiej pokrytej kropkami skórce i spożywam na miejscu. Na taką gruszkę, czy jabłko goście z miasta patrzą podejrzliwie, jak ja na stojące na sklepowych półkach pseudoeko nieskazitelne owoce.

W tym roku jedynie zaoramy pole, a przez ten czas spróbujemy zastanowić się nad przyszłością. Osobiście skłaniam się ku powolnym, co rok o krok, gromadzeniu niezbędnych akcesoriów potrzebnych do wytwarzania biopaliw. To taka moja obrona przed rosnącymi cenami paliw czy "peak oil". W tym kraju musi się wreszcie zacząć coś zmieniać i mam nadzieję, że zanim za kilka lat ruszymy z pracą "na ful", zostaną wprowadzone przepisy umożliwiające rolnikom produkcję przynajmniej na własne potrzeby. A jak nie, to coś się wymyśli.

A może ktoś z czytelników ma przemyślenia i jakieś porady, jak wykorzystać nasz potencjał i na jaki rodzaj produkcji warto się nastawić?

35 komentarzy:

  1. kobieto jestes wielka .niewiem czym ty jeszcze mnie zaskoczysz ale czekam na to z niecierpliwoscia. jablka i gruszki z wlasnego sadu- radosc dla duszy i podniebieia .trzyam kciuki.napewno wymyslicie COS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję zaskakiwać Was ciągle :-)

      Usuń
  2. Z pomysłami to u mnie krucho, nigdy nie zastanawiałam się co bym robiła mając kilka hektarów ziemi, bo jej nie mam. W każdym razie zaczyna się wam chyba nowy etap w życiu.

    A odnośnie ekologicznych warzyw i owoców - świadomość w społeczeństwie chyba powoli rośnie, bo i w mediach pojawia się coraz więcej audycji o tym, że najlepsze jest to co "z robaczkiem", jak czegoś robak nie ruszy to i człowiek nie powinien. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sęk w tym, że w moich owocach nie widziałam nigdy żadnego robaka. To podobno charakterystyczne dla starych odmian. Chodzi mi bardziej o wygląd skórki- jest chropowata i często pokryta plamkami, na którą miastowi traktują, jak jakąś zarazę.

      Usuń
  3. Jabłonie pięknie Ci zakwitły, będziesz miała dobre zbiory w tym roku :D

    Ja się na uprawach nie znam, ale będę trzymała kciuki za Was :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O boże, jest cudowny. Marzenie moje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia trzeba spełniać, trzymam kciuki :-)

      Usuń
  5. własna produkcja biopaliw jak dla mnie to super pomysł - zrobiłbym to samo - brawo ,
    a ten ciągnik niewielkimi kosztami finansowymi i wielkimi nakładami pracy odnowiłbym tak , że samby był rewelacyjną atrakcją i powodem do dumy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Chłop to złota rączka. Liczę właśnie na to, że w razie gdyby coś nam się nie udało z planami, podrasowany ciągnik nawet zyska na wartości. W każdym razie ryzyko wielkie nie jest, w ostateczności, przy dzisiejszych cenach złomu, straci się niewiele :-)
      Niewątpliwie powód do dumy mamy. Nikt w okolicy nie ma tak wielkiego ciągnika :-P

      Usuń
  6. Robimy konkurs na nazwę na traktor :-)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powiększyć sad? z antonówek można robić cydr i połączyć festiwal cydrowy i zwiedzanie muzeum?Na miejscu pokaz wyciskania soku z jabłek i pokaz produkcji cydru pozdrawiam rajka

      Usuń
    2. Za horyzontem- na razie ciągnik nazywa się Wielki Syf, lub Syf Większy :-)

      Rajka- za sad są małe dopłaty, zbankrutujemy. Na razie nie ogarniam tych kilku ton jabłek, które produkują się same z siebie, a co dopiero gdyby było tego więcej. Produkcja i sprzedaż alkoholu jest w Polsce zabroniona. W tym temacie też coś powoli się zmienia, ale chyba jeszcze koncesję zbyt trudno uzyskać.

      Usuń
  7. No popatrz, a my po neolitycznemu, kijem kopieniaczym, ale też - po 3 latach eksperymentów - i ogródek mamy wreszcie na miarę możliwości a nie lenistwa i właśnie - za cenę paru bąbli na rękach - zasadziliśmy worek ziemniaków... Powodzenia! A "Syf Większy" robi wrażenie! Zazdroszczę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja gratuluję. Za cholerę nie udało mi się założyć i uzyskać coś metodą ogrodniczą. Nawet szczypiorek mi zdechł w doniczce. Nie znoszę grzebać rękami w ziemi, ale uprawa pól to zupełnie inna bajka.

      Usuń
  8. Ciągnik potęga! On + Wasz potencjał + 11 ha - nic Was nie ruszy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dedykuję http://www.youtube.com/watch?v=eP5wNDeGqLk
    Pozdrawiam ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, pojemność 2400 jest dla pedałów :-) Pojemność 6560, pojemność 6560, pojemność 6560... :-)

      Usuń
  10. Wielki Syf jest słuszny :)) Czego nie wymyślicie w kwestii agrarnej, i tak się uda - wierzę w to.

    OdpowiedzUsuń
  11. Permakultura nie jest taka zla, o ile sie z tego korzysta z glowa i wybiera to, co pasuje do sytuacji wlasnej.
    Problem z wszelkimi -izmami polega na tym, ze ludziom zastepuja one mozg i przestaja myslec.

    Pomysl z biopaliwami dobry - ale zastanow sie bardzo powaznie, ktora z roslin najlepiej bedzie sie udawala u was, jakie ma wymagania i jaki plodozmian/inne techniki stosowac, zeby wykluczyc sztuczne nawozy. Monokultura zawsze wyjalawia ziemie, a wraz z rosnacymi cenami ropy nawozy sztuczne tez beda coraz drozsze i mniej dostepne.

    Jak juz zaorzecie u siebie, zawsze mozna za odplatnoscia zaorac u sasiada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdej ideologi jest jakieś ziarno prawdy, ale zazwyczaj to, co prawdziwe nie przynależy tylko i wyłącznie do jednego -izmu, ale jest tzw. ogólnoludzką mądrością życiową. Najgorzej, jak buduje się na tych mądrych podstawach całą filozofię i ślepo się w nią wierzy. Łatwo się potem w życiu pogubić.

      Mam minimum rok na zgłębienie tematu rolnictwa i dostosowania upraw do naszych warunków. Sama jestem ciekawa, czy podołam wyzwaniu. Z tym sąsiadem, to właśnie tak też sobie skalkulowaliśmy. Na ciągnik są nawet papiery, zatem można dogadać się z właścicielami porzuconych przez dzierżawcę pól w innych miejscach. Po prostu może uda się wstrzelić w pusty obszar. Byle tylko z głową, aby się nie udławić, tak jak nasz dzierżawca. Na szczęście jesteśmy zbyt leniwi, aby zabierać się za setki hektarów ;-)

      Usuń
  12. Boski!!!! Ja kocham traktory! Fascynują mnie od dzieciństwa :D Stare disle są lepsze bo do silnika wsio wlejesz i jedzie :P Szkoda że u Was psia ferajna ( ale za to jaka piękna! ) , bo ciężko by mi było Was odwiedzić z moją ferajną ;). Co do biopaliw - ostatnio czytałam o wierzbie energetycznej - że dla siebie się nie opłaca, ale na sprzedaż tak. Ponadto ponoć do ogrzewania używa się też pszenicy O.o. To są te wieści o izmach :P Prawdę mówiąc biopaliwa to też wynik izmów więc nie marudź aż tak :P. Przeważnie te wszystkie izmy to powrót do życia w zgodzie z naturą, przefilozofowany czasem, ale jednak ile można walić w to środowisko chemii i śmieci żeby się tym nie zadławić samemu ? . Ja pomijam ceny żywności ekologicznej, bo to czysty marketing bo modne i ceny sięgają absurdu ;) Miałam jednak okazję porównać jogurt z ekologicznego gospodarstwa- bez konserwantów- data ważności 5 dni maks ... do sklepowego - data ważności w miesiącach.. Wtedy naprawdę się zaczyna te izmy rozumieć:P. Poza tym chcę Cie zmartwić :P Nie pryskając pestycydami swoich jabłoni i pielęgnując stare gatunki jesteś w czołówce izmów sadowniczych hahahaha. Ale się rozpisałam.. to z tęsknoty za Twoimi wpisami :)))) Pozdrowienia i wycałować proszę ode mnie te wszystkie kochane pyszczki proszę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż właśnie nie identyfikuję się z żadnym -izmem. Po prostu dostosowuję się do rzeczywistości używając przy tym wytworu ewolucji- mózgu. Swoje życiowe decyzje, od których zależy mój byt, podejmuję w oparciu o rachunek ekonomiczny, a nie o filozofię. Ale to może rozwinę kiedy indziej. Po zakupie ciągnika, będę miała wiele rolniczych dylematów.
      Dziękuję za pozdrowienia, ściskam :-)

      Usuń
    2. Jak to mówi mój znajomy, ludzie coraz częściej wymyślają skomplikowane nazwy na rzeczy oczywiste. Ja wiem że się nie identyfikujesz :). Z żartem to pisałam, że chociaż nie chcesz, to w sadzie żyjesz ekologicznie i ktoś Cię może zakwalifikować ;). Zresztą pewnie nie tylko w sadzie, nie podejrzewam Cie o wyrzucanie śmieci do lasu, raczej je z niego przynosicie.. na przykład jakieś ładne bagnety ;) hihihi :) Izmów jest teraz tyle, że sporo by się zebrało dla każdego. Dam Ci przykład- nie jem mięsa- więc podpadam pod wegetarianIZM ;) Chociaż z ideą sympatyzuje, też nie identyfikuje się do końca, bo swoich mięsożerców karmię mięchem, wyrzutów nie mam sumienia przyczyniając się do wypatroszenia dla nich królika czy kury... i wręcz potępiam inne praktyki :P . W tym sensie pisałam że masz IZm sadowniczy ;) Nie musisz mi tego tłumaczyć ,ja kumam czacze :)

      Usuń
  13. Ja bym zasadzila lawende jak okiem siegnal...I byloby jak w Prownansji. Pozniej bym sie zastanawiala co z ta lawenda zrobic:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może... mydełko lawendowe? :-) Jak znajdę chwilę, zorientuję się w uprawie lawendy i czy są na to dopłaty. Też mi się marzy takie fioletowe pole wokół :-)

      Usuń
  14. Nawet u mnie ta wasza wiosna zapachnialo, przepiekny widok. A wsrod drzew, ty z psinka wygladacie super!
    Haslo, kobiety na traktory, bardzo trafny. Zapros kilka przyjaciolel i tak przeoracie ziemie, ze hej:))
    Syf wielki, wieeeeelki, oj wielki!

    Odnosnie upraw, to raczej nie pomoge, ale moge rzucic haslo: moze ziemniaki albo kukurydze posadzicie. Trzeba tak robic, aby sie nie narobic, a chociaz troszke zarobic:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie mam takich "szurniętych" jak ja przyjaciółek :-) Hi, hi... :-)

      Usuń
  15. Ale bym poszalała takim Wielkim Syfem!!! Chrzanić porsche, TO JEST COŚ :-)))
    Syf mnie natchnął!

    OdpowiedzUsuń
  16. O tak Riannon, mydelko lawendowe! I bedziemy sie wymieniac-Ty mi lawende, ja Tobie mydelka. No to jest plan:D

    OdpowiedzUsuń
  17. O jaaaa, ale jestem zapóźniona...

    Kiedyś kupowałam na giełdzie kwiatowej... chwasty. Układane w ładne bukiety, farbowane...
    Koles miał... specjalistyczną uprawę chwastów :)
    Nie wiem, moze żart, ale tak było napisane na metce :)
    Cudny absurd :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję nabytku. ZT 303 to kawał porządnej maszyny. W razie problemów czy pytań zapraszam na forum http://fortschritt.p2a.pl/

    OdpowiedzUsuń