O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 3 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

sobota, 9 czerwca 2012

Skandal urzędniczy, głupota, czy norma?


Ostatnie półtora tygodnia było dla mnie bardzo ciężkie pod względem emocjonalnym. Pożegnaliśmy już cały Tryptyk Izerski. Maluchy trafiły do swoich rodzin, ale o tym napiszę kilka zdań w drugiej części wpisu.

Parę dni temu otrzymaliśmy pismo z Dolnośląskiego Urzędu Marszałkowskiego (chyba), w którym ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu stało, że nie mamy muzeum i właśnie dlatego odmawia się nam pomocy na remont muzeum. Pomoc oferowana może być jedynie placówkom już istniejącym, a nie mającym dopiero powstać.


I tu mnie zamurowało. Jak nie mamy muzeum, skoro przecież mamy? Nasze muzeum powstało 5 stycznia 2012 roku. Wniosek złożony był w lutym. Dołączono wszelkie dokumenty związane z powstaniem muzeum właśnie pod tą datą.
Czy można być na tyle tępym, aby nie wiedzieć, że muzeum to nie tylko sala ekspozycyjna , ale przede wszystkim instytucja prowadząca działalność opisaną w załączonym regulaminie? Nawet jeśli tego się nie wie, muzeum działa na podstawie ustanowionego prawa- ustawy o muzeach.

Jak ochłonęłam z lekkiego szoku, dotarło do mnie, że pismo to, które nie wiem nawet, jak nazwać, bo nie zostało zatytułowane, świadczy, że urzędnik zajmujący się tą sprawą, pani Olga Wartalska złamała wszelkie możliwe przepisy i paragrafy. Mało tego, jest nieważne, ponieważ nie możemy ustalić, kto je wydał. 


W nagłówku stoi Urząd Marszałkowski, w treści mowa jest o postanowieniu Samorządu Dolnośląskiego, a podpisane jest przez jakiegoś faceta, który nie wiadomo z czyjego upoważnienia to pismo wydał.



Na to też są paragrafy, nie myślcie sobie, że się czepiam. To pismo, w świetle prawa, nie byłoby ważne  nawet wtedy, gdyby fundusze nam przyznano. Mało tego, jeśli jego nieważność zostałaby stwierdzona, trzeba byłoby zwracać otrzymane fundusze. To się chyba nie dzieje naprawdę!? Moje pytanie zatem brzmi, co to ma być?! Głupota, złośliwość, celowe działanie na szkodę? Wyjaśniła się dla mnie sprawa, dlaczego Polska wykorzystuje jedynie ułamek unijnych funduszy. Niejeden odpuści, machnie ręką, a proceder na szkodę całego kraju będzie trwał dalej. Przecież co rok jesteśmy rozliczani w Brukseli z tych funduszy i przez niewykorzystywanie środków, pula pieniędzy jest wciąż okrajana. Kiedy wreszcie urzędnicy, którzy od nas wymagają ścisłego trzymania się litery prawa,  zaczną sami go przestrzegać?

Pani prowadząca sprawę i chętnie pokażę ją z imienia i nazwiska (można nawet wysłać "wyrazy"), ponieważ urzędnik nie ma w tym kraju żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje, zatem niech się tutaj trochę powstydzi, złamała wszystkie przepisy, jakie dotyczą przyznawania funduszy unijnych. 


Przede wszystkim nie zapoznała się z dokumentami, jakie załączyliśmy i nie uzasadniła nam, dlaczego uważa, że nasze muzeum nie istnieje? W związku z tym stanęliśmy przed arcyciekawym wyzwaniem udowodnienia, że nie jesteśmy przysłowiowym wielbłądem.

W razie jakichkolwiek wątpliwości co do istnienia muzeum, jeśli dokumentacja jest niewystarczająca, urzędnik ma obowiązek przed wydaniem decyzji, wyjaśnić z nami stan rzeczy włącznie z osobistą wizytą w siedzibie muzeum. Prywatnie wydaje mi się, że dołączyliśmy za dużo papierów i po prostu babie się nie chciało ich wertować.

Złamano też ustawę o muzeach uznając, że muzeum, mające uzgodniony regulamin z Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nie istnieje.

Być może złamano jeszcze szereg innych paragrafów, ale to co powyższe wystarczy już, aby wnieść skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego oraz wcześniej wysłać do Urzędu Marszałkowskiego wezwanie do usunięcia naruszenia prawa. Zakładając, zapewne słusznie, że wezwanie to zostanie zlekceważone, a stanowi wymóg przed założeniem sprawy w sądzie, już szykujemy się do smarowania skargi. Zastanawiam się, czy nie wysłać jeszcze zawiadomienia o łamaniu prawa do NIK, ponieważ nie może tak być, aby urząd wydawał nieważne w świetle prawa decyzje, które mogą w przyszłości być wykorzystane na niekorzyść osoby biorącej fundusze. Nie można wypłacać pieniędzy na podstawie nieważnych z mocy prawa decyzji administracyjnych wydanych nie wiadomo przez kogo i z czyjego upoważnienia.

Chłop mi podpowiada, że nasze pieniactwo sądowe nie zakończy się na tym etapie. Mamy już w planach atak na urząd Konserwatora Zabytków w celu udostępnienia nam dokumentacji archeologicznej naszego terenu. Materiały te, w świetle prawa, są informacją publiczną i każdy obywatel ma prawo dostępu do nich. Z sobie tylko znanych powodów urzędnicy Konserwatora Zabytków ukrywają te materiały, jak największy skarb, przed całym światem. Z dostępem do nich mają kłopot nawet pracownicy naukowi.

Ustaliliśmy, że równolegle do tych wszystkich spraw, złożymy nowy wniosek, może napisany prostszym językiem i z mniejszą ilością załączników, żeby się urzędnikowi nie zagotowało w głowie. Jeśli decyzja będzie dla nas korzystna, fundusze otrzymamy wcześniej niż drogą sądową.

Zaiste, biorąc pod uwagę powyższe, nie wiem, czy się śmiać, płakać, czy kogoś w dupę kopnąć!
*******

Moje szczenięta już nie są moje. Trafiły do Swoich Ludzi, którzy czekali na nie jeszcze przed ich urodzeniem. Najbardziej przeżywa się odjazd ostatniego pieska. Nie chcę się już nakręcać, choć pewnie jeszcze, może jutro, zrobię podsumowanie na blogu hodowlanym, ale chciałabym w tym miejscu podziękować wszystkim rodzinom Izerków. Za całokształt. Wiem, że przez te dwa miesiące przeglądali moje blogi, zadali sobie trud, aby nas poznać z prywatnej strony i jeszcze w dodatku polubić :-) Cieszę się, kiedy ludzie nie traktują nas jedynie jako sprzedawców. Wtedy jest szansa i na zaprzyjaźnienie się i na wgląd w dalsze życie psiaków, które powołaliśmy do życia. Choć absolutnie tego nie oczekiwałam (w końcu biorę pieniądze za pieski) to niezwykle miło się nam zrobiło, kiedy otrzymaliśmy jeszcze kilka dodatkowych prezentów. Wszyscy świetnie się przygotowali celnie trafiając w nasze gusta i ornamenty. Były nawet dwa czteropaki :-) 


Bolesławiecki Kufel dla Chłopa w ulubionej przez niego ornamentyce stylizowanych stempelków.


Dla mnie filiżanka w uroczy ludyczny wzór również trafiony w mój gust. Niekoniecznie bowiem zachwycam się stempelkami :-)


Dla mieszkańców Tuskulum stylowy Opiekuńczy Anioł Szczęścia :-*

Ogromna niespodzianka- Wydruk mojego hodowlanego bloga, z którego już mogłaby być niezłej objętości książka :-)

Psiaki dostały torbę z zabawkami i smakołykami :-) Zabawkami bawią się po kolei. Fiona, pierwszy pies na zabawki, ostrożnie i nieśmiało po nie sięga, jakby uważała, że to nie dla niej, a dla matki i taty maluchów. Kochana, baw się na zdrowie, byłaś dzielną i cierpliwą ciocią :-)



Los jakby chciał mi wynagrodzić smuteczki i zgryzoty. Dowiedziałam się dziś, że wygrałam candy u Złotego Kota. Cudna torebka, uszyta własnymi zdolnymi rączkami przez Klaudię, będzie wkrótce moja :-) Jak dotrze, to na pewno się pochwalę :-)

Bardzo wszystkim dziękuję za te wszystkie "niespodziewajki". Jestem straszną gadżeciarą, zatem mam radochę, że ho ho... :-)

W poniedziałek wyjeżdżam na kilka dni do Wrocławia, aby pomóc rodzicom w remoncie altany na działce. Przez kilka dni odetchnę od wszystkiego, co kocham (Chłopa, piesków, wsi, internetu), aby powrócić kochając jeszcze bardziej :-)

22 komentarze:

  1. Życzę Wam dużo siły w walce z urzędami.
    Cieszę się, że psiaki są już w swoich domach :-)
    Nie smuć się :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak się jeszcze trochę w kąciku posmucę. Tak przez weekendzik :-) A potem się już zajmę swoimi sprawami.

      Usuń
  2. To jeden formalny drobiazg. Samorządem województwa kieruje Marszałek, którego pomocniczym urzędem jest oczywiscie Urzad Marszałkowski- czyli urzędnik UM podejmuje decyzje w imieniu Marszałka, który kieruje samorządem województwa.
    Czyli o to czepiać sie nie należy. Osoba która to podpisała, upoażnienie do tego na pewno ma, a nawet jesli jakimś cudem nie ma- to się znajdzie i to z odpowiednią datą. O to się nie czepiajacię, bo nie warto rozmydlać za bardzo argumentów. Na reszcie sprawy się nie znam, to nie piszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pewien, że znasz się na tej sprawie, o której mówisz? :-) Co to znaczy, na pewno ma? :-) Ma albo nie ma. Jak napisałam, na to też są paragrafy i jest ściśle określony sposób, w jaki wydaje się takie decyzje. Zapoznaj się może z ustawą o wspieraniu rozwoju obszarów wiejskich z udziałem środków Europejskiego Funduszu Rolnego na Rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich (dz.u.nr 64, poz.427), oraz Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 8 lipca 2008- w sprawie szczegółowych warunków i trybu przyznawania pomocy finansowej w ramach działania "wdrażanie lokalnej strategii rozwoju" objętego programem rozwoju obszarów wiejskich na lata 2007-13 (dz.u. nr 138, poz.868)

      Z reguły, jeśli piszę takie rzeczy, to wiem, o czym piszę. W odróżnieniu od urzędników, decydujących o naszych sprawach, potrafię czytać ze zrozumieniem. Zadałam sobie trud i sprawdziłam prawomocne wyroki Sądów Administracyjnych właśnie dotyczących precyzji w wydawaniu tego typu dokumentów. Ta kwestia jest jednoznacznie uregulowana w sądownictwie administracyjnym, np prawomocne orzeczenie WSA w Olsztynie, sygn.I SA/Ol 621/11. Gdzie dokument obarczony takimi błędami uznano za nieważny.

      Usuń
    2. @ Riannon
      Pisałem tylko o jednym aspekcie tej decyzji. Pewnie, że są decyzje nieważne, a mi w praktyce zdarzało się wykazywać, że dokument tak zatytułowany decyzją nie był (to sa dwie różne sprawy). O pozostałych aspektach nie piszę, bo nie wiem. Napisałem tylko, że jeden z Twoich zarzutów jest nieuzasadniony, wszystkie pozostałe są być może całkowicie słuszne.
      Za to każda decyzja najpierw musi spełniać wymogi KPA- który opisuje jak sie wydaje decyzje (i masz całkowitą rację, że sprawa powinna być wyjaśniona przed wydaniem decyzji i byc może nie była), a potem ewentualnie innych przepisów i ta, co do formalnego umocowania wydającej ja osoby była, a nawet jesli nie- i tak tego nie jesteście w stanie udowodnić.
      Wybacz, ale od przepisów materialnych polskiego prawa administracyjnego, a już zwłaszcza dotyczących dopłat we wszystkich postaciach, kompletnie mnie odrzuca i dla potrzeb dyskusji w komentarzach blogowych nie będe tego robił.
      Przypomnę tylko, że przez ładnych parę lat zawodowo jamowałem sie użeraniem z sądami i biurokracją i naprawdę wiem, o czym pisze.

      Usuń
    3. Pragnę zauważyć, że gdybyśmy poruszali się w obszarze uregulowanym przez KPA, sytuacja byłaby dużo łatwiejsza. Ale w naszym przypadku procedura rządzi się zasadami zawartymi w wyżej wspomnianej ustawie i rozporządzeniu. To, co dostaliśmy (odmowa przyznania środków) nie jest decyzją administracyjną, ale przyznanie środków następuje już w formie decyzji administracyjnej. Brzmi paranoicznie, ale takie mamy prawo. Na to coś, co otrzymaliśmy, nie przysługuje nam odwołanie, czyli jest to postępowanie jednoinstancyjne. Możemy to tylko skarżyć do Sądu Administracyjnego. Forma tej odmowy jest ściśle określona wyżej wspomnianymi przepisami. Już tylko na tej podstawie możemy unieważnić pismo. Jesteśmy świadomi, że jeżeli tylko na tej podstawie oparlibyśmy swoją skargę, następna odmowa byłaby już skonstruowana prawidłowo.

      Usuń
  3. Chciało by się powiedzieć "A to Polska właśnie"..przy tym moja comiesięczna wizyta w wodniku w celu wyjaśnienia po raz setny ,nieuzasadnionej windykacji ,to pikuś...
    Mam nadzieję ,że nie poddacie się i wyciągniecie im z gardła tę słusznie należną kasę na muzeum. Ludzi ,którzy mają jakąś pasję ,ideę i walczą o nią jest dziś niezmiernie mało.I tym bardziej wam kibicuję! Trzeba znać i rozumieć historię ,bo ona tworzy całokształt
    Rany ale się rozpisałam...
    Baw się dobrze remontowo we Wrocku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie mogłabym machnąć na to ręką i poradzić sobie sama. W końcu nie jest to ogromna suma i można ten remont rozłożyć na kilka lat. Ale z drugiej strony krew mnie zalewa, kiedy pomyślę, jacy beznadziejni ludzie pracują za nasze podatki. Każdą tego typu sprawę traktujemy też jako doświadczenie, bo nie wiadomo, o co jeszcze przyjdzie człowiekowi walczyć w życiu.
      Dziękuję za wsparcie :-*

      Usuń
  4. Tak mnie zastanawia... Jak decyzję administracyjną może wydać osoba, która nie istnieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że jest to temat nazbyt filozoficzny i abstrakcyjny. Podejmiemy go może po obaleniu drugiego czteropaku :-)
      Chociaż w kraju, którego Królem jest postać mityczna, wszystko jest możliwe :-)

      Usuń
  5. Przez ponad pół roku prowadziłem podobnie upojną korespondencję najpierw z Urzędem Celnym, a potem z Izbą Celną w Białej Podlaskiej, które to organy (w rok po tym, jak dokonana została odprawa - żeby odsetki odpowiednio urosły...) nagle stwierdziły, że konie które sprowadziłem są nierasowe. Jakkolwiek brzmi to tak absurdalnie i tak obelżywie przede wszystkim, że krew się w żyłach gotuje - nic nie wygrałem. Tak po prostu jest - nic się na to nie da poradzić - i właściwie: nie ma po co..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, no właśnie, ta postawa: "nie ma po co". Być może właśnie dlatego się tak dzieje, że odpuszczamy, a tym samym rozwydrzamy urzędników i godzimy się na to wszystko, co z nami robią.

      Usuń
    2. Myślę, że doskonale rozumiem Waszą frustrację. Byłem w identycznej sytuacji. Mogłem sobie jednak pozwolić na bezkarne rozładowywanie frustracji w taki czy w inny sposób - ponieważ nie planuję na razie żadnych więcej importów koni (przynajmniej - nie przez przejście podległe UC Biała Podlaska...).

      Wy zaś - staracie się dalej o dofinansowanie. Po ludzku rzecz biorąc, jest nader prawdopodobnym, że w tej sytuacji, jeśli spróbujecie rozładować frustrację - nie dostaniecie tego dofinansowania niezależnie od tego, jakie dokumenty dołączycie i jak zgrabnie i lakonicznie napiszecie wniosek. Po prostu: z zemsty za sprawianie kłopotów. Z punktu widzenia tej pani bowiem - nie jesteście w ogóle ludźmi: jesteście tylko natrętnymi petentami, których miejsce jest gdzieś daleko, byle dalej od jej rozkosznego biura. Zatem - nie ma najmniejszej szansy na to, aby pojęła i przyjęła Wasz punkt widzenia. Co więcej - jej przełożeni, którzy przecież zaakceptowali przedłożony przez nią projekt pisma, będą jej bezwarunkowo i bez najmniejszego wahania bronić. Nic zatem nie zyskacie, kłócąc się - poza "uwaleniem" swojego wniosku po raz kolejny, teraz już - z czystej złośliwości. Co oczywiście nie zostanie Wam napisane w treści odmowy... Czy zatem ma to sens? Czy nie lepiej przełknąć dumę, spróbować zadzwonić do tej pani, może - umówić się z nią na kawę, sprezentować czekoladki albo likier jajeczny (z "Biedronki" oczywiście...) - i sprawa w drugim podejściu rozstrzygnie się szybko i pozytywnie..?

      Usuń
    3. Bez przesady, 6 tysięcy dofinansowania nie wprawia mnie we frustrację :-) Oczywiście, że nie wierzę w nawrócenie się urzędników. Nigdy w życiu nie załatwiałam nic lizusostwem (i nie zamierzam!), natomiast mamy pozytywne doświadczenia z Sądami Administracyjnymi wszystkich instancji. Raczej jestem pewna, bo inaczej nie ryzykowałabym 200 zł opłaty sądowej, że sprawę wygramy. Wydana odmowa zawiera taką wadę prawną, która może urzędnikom przysporzyć wielu problemów :-)
      Nie kieruję się frustracją, a jedynie czystą złośliwością :-)

      Usuń
  6. O, raju... a na pewno nie jesteście wielbłądem? Lepiej się dokładnie upewnijcie, bo jak znam urzędy naszego kraju, to będą z uporem Wam to wmawiać :)
    Trzymam kciuki zarówno za Was, jak i za tę Panią urzędniczkę - chciałabym, by się zawstydziła, ale potem sprawę przemyślała i zaczęła lepiej wykonywać swoje obowiązki. Wiem, że może jestem głupią idealistką, ale życzę jej, by tak sprawę odebrała, co wyjdzie z pożytkiem wszystkim. na mnie w każdym razie tak by sprawa podziałała, gdyby ktoś słusznie wykazał mi mój błąd.
    A przy okazji - filiżanka bardzo ładna, ale ja tam trzymam z Chłopem w tej sprawie - wolę stempelki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, ja jej gorzej życzę, ale pewnie dlatego, że sprawa jest świeża i moja subiektywna :-)

      Usuń
  7. Cholera jasna!!!! I gorzej chciałoby się rzec!
    Byłam i widziałam to muzeum, no to jak go do diabła nie ma?!!! Pozanałam ludzi, którzy je stworzyli, którzy z pasją robią coś fajnego. Jako świadek przyjadę lub z bronią jakąś może? Ale głupotę, niestety w naszym zbiurokratyzowanym kraju wszechobecną, tylko sprytem, uporem i upiardliwością można pokonać. Nie wtym okienku, to w innym, nie dziś, to jutro skoro świt. Niestety czytanie ze zrozumieniem jest umiejętnością wśród naszych urzędasów bardzo słabo rozwiniętą, może tu trzeba zainwestować pieniądze unijne, na dokształcanie na etapie podstawowym!!! Nie poddawajcie się! Anetko, Krzysiu, trzymam za Was kciuki i jeśli będzie taka potrzeba przybywam z odsieczą:)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę i jeszcze świadków mamy :-) Nie poddamy się, dzięki :-)

      Usuń
  8. Muszę się przyznać, że ja nie potrafię czytać " ze zrozumieniem" pism urzędowych.
    Mi potrzebny jest zawsze tłumacz :)))
    Trzymam kciuki, szkoda tylko waszych nerwów, energii i czasu ... to wszystko byście mogli spożytkować na coś przyjemniejszego.
    A z pobytu u Was też mamy takie kubeczki ze stempelkami.Nawet będąc w Jeleniej Górze wytłumaczono nam skąd się wzięły.
    Wracając do przyjemniejszych tematów... maluchy są cudowne ... śledzę ich losy na nowych blogach :)))
    Całuski i trzymajcie się, nie dajcie się biurokracji !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie damy się :-) Nasze "Wezwanie do usunięcia naruszenia prawa" już zostało napisane i jutro zostanie wysłane do Urzędu Marszałkowskiego. Masz rację, można było wykorzystać niedzielę na przyjemniejsze sprawy. Dzięki za wsparcie :-*

      Usuń
  9. No niestety oto Polska wlasnie...
    Walczcie i to do konca, wiadomo pieniadze sa wazne, przydadza sie, pomoga w rozwoju, ale NAJWAZNIEJSZE SA ZASADY!!! Nie moze tak byc, ze Pani X ma dzis zly dzien, czy jak slusznie pewnie sugerujesz nie rozumie co czyta, decyzja bedzie na nie. Jesli wszyscy bedziemy sie sprzeciwiac absurdalnej biurokracji wierze, ze w koncu wygramy i cos sie w tym kraju zmieni!!! Ale wszystkim musi sie chciec, jednostce trudno wygrac z przerwaniem tego zakletego kregu. Trzymam za Was kciuki!!!

    Ps: ... a mysleliscie o mediach, TVN Uwaga i temu podobne? Naglosnienie problemu czesto pomaga. Pozdrawiam serdecznie
    Ewa z Muzeum lalek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ewa :-) Na razie zadziałamy zgodnie z procedurami, choć rzeczywiście media działają przeczyszczająco na wszelkie urzędy :-)

      Usuń