O mnie

Moje zdjęcie
Kobieta wciąż zadziwiona otaczającym ją światem. Z wykształcenia archeolog, z wyboru Wolny Człowiek i Kustosz we własnym Muzeum. Z urodzenia Wrocławianka, z wyboru mieszkanka małej wsi. Na pytania miejskich kolegów: "co ty robisz do licha na tej wsi"??? odpowiada: "żyję!!!". Zawsze niepokorna i pozostanie taką do śmierci. Wyznaje w życiu maksymę: "Ludzie posłuszni żyją, aby spełniać oczekiwania innych. Nieposłuszni realizują swoje marzenia". Kobieta owa ma wciąż wiele pomysłów, które uparcie realizuje na powyższej zasadzie. Posiadaczka 2 psów i 1 Chłopa. Chce się dzielić z ludźmi swoim kawałkiem życia prowadząc Gospodarstwo Agroturystyczne, Muzeum Dwór Feillów oraz Hodowlę Psów Rasy Golden Retriever.

niedziela, 31 marca 2013

Wakacyjna piguła.

Po powrocie z wakacji zastałam:

-setkę e-maili :-)
-skomplikowaną i smutną sytuację rodzinną :-(
-stęsknionego Chłopa
-stęsknione pieski
-nie do końca ogarniętą rzeczywistość według moich standardów :-)

Chłop podczas mojej nieobecności spisał się wspaniale. Wprawdzie psiaki nie widziały przez te 10 dni szczotki ni grzebienia, ale za to miały błogie miny i nieco bardziej zaokrąglone kształty, niż sobie tego życzę. Jednym słowem, żarcia im nie pożałował. Moje plany dietetyczne też we Francji nie wypaliły (kto by się oparł tym bagietkom i croissantom :) zatem od wiosny czeka nas wszystkich, prócz Chłopa rzecz jasna, dieta.
Z tej racji, że po owych 10 dniach muszę ogarnąć rzeczywistość, aby była jednak zgodna z moimi standardami (sprzątnie, psia fryzjerka i kosmetyka), zanim znajdę czas na szczegółowy opis tego, co w Prowansji widzialam, co przeżyłam, a czego mam niedosyt, dla ciekawych przygotowałam relację z wakacji w pigułce.

Prowansja powitała nas kapryśną pogodą, niczym w Bollywood- czasem słońce, czasem deszcz. Egzotyczny klimat towarzyszył nam od samego poczatku. Na ten przykład odkryłam alternatywny Starożytny Egipt:


oraz Pompeje:

Nie obyło się bez pikantnych szczegółów, gdyż wdałam się w płomienny romans z Ramzesem, który niestety szybko się zakończył, ponieważ obiekt moich westchnień wydawał się być taki jakiś plastikowy...


Potem przymierzyłam się do Murzyna, ale ten z kolei był zimny, jak stal:


Nie pozostało mi zatem nic innnego, jak skierować swoje uczucia ku istotom z krwi i kości. Zachwycili mnie i wszystkie babeczki z wycieczki, Polinezyjczycy w rytualnym tańcu plemiennym (poświęcę wkrótce temu tematowi osobny wpis)

ach, te plemienne tatuaże, hmmm.... :-)

W tym romantycznym nastroju pozostałam już do końca grając smętnie na gitarze gdzie tylko się dało:

przed kempingiem...



...i ponad lazurami Morza Śródziemnego

wszędzie też, przytulałam się do palmy:



Czasem robilam skok w bok w opuncje:


Podczas gdy inni buszowali w rozmarynie...


...ja zastanawiałam się nad rozwiązaniem współczesnych problemów w kraju z dostępem do mąki z lokalnych młynów.


Dotknęłam prawdziwych starożytnych rzymskich ruin we Frejus:


I omal nie zaciągnęłam się do pracy przy wykopaliskach (tamże):


Nie przepuściłam żadnej starej kamieniarce:


Uprawiałam wspinaczkę w kilku pięknych miejscach...


...oraz znalazłam się zupełnie niespodziewanie w bajecznych krajobrazach:

szmaragdowe wody rzeki Verdon

most niedaleko wąwozu Verdon

 Eze- bajeczna droga gdzie Fryderyk Nietzsche stworzył swoje dzieło "Tako rzecze Zaratustra"

Koniec drogi Nietzschego

droga dookoła wąwozu Verdon jest obłędna! :-)

Widok z autokaru- 
co za emocje, kiedy twoje życie zależy od kierowcy autokaru!

Wszystkie krzaki z czerwonymi kwiatkami identyfikowałam, jako róże :-)

Kamelie do złudzenia przypominają róże.
Rozpoznawałam jedynie magnolie:


Co do reszty kwiecia było mi wszystko jedno. Spragniona zieleni i kolorów innych niż biały śnieg, łapałam każdą okazję:


Wpadłam na kawę do Monte Carlo...


Tam też, pod książęcym pałacem zamarzyło mi się takie autko:


Ostatecznie jednak zdecydowałam się wraz z koleżankami wziąć udział w słynnym rajdzie Monte Carlo...


...a potem poszłyśmy stracić fortunę w kasynie:


Podczas całego pobytu wino lało się litrami...


...aż zaczęłam podejrzewać, że mam delirium widząc różne dziwne stwory...



 Próbowałam zaciągnąć się w rejs na jakimś wypasionym jachcie:



Ale pogoda się popsuła, zatem wróciłam do domu wraz z uczestnikami wycieczki:


To tyle w skrócie. Mam nadzieję, że Was zachęciłam i zajrzycie za kilka dni na porządną relację z mojego odkrywania Prowansji :-)

czwartek, 21 marca 2013

Mam już dość! Uciekam stąd!

Mam już dość tej wszechobecnej bieli, tej zimy, która chyba nigdy się nie skończy, tych dni bez promieni słońca, które wciągają w depresję i dzięki którym w umysłach ludzkich budzą się demony. Mam dość, znikam, wylogowuję się stąd, uciekam do ciepłych stron.

Jadę na wakacje do Prowansji i tylko o tym chcę już teraz myśleć. Od jutra mój świat nie będzie wreszcie biały. Na chwilę będzie kolorowy, inny, z lekka szalony. Co do tego ostatniego mam absolutną pewność :-) Będziemy chodzić po Alpach, pić wino na plaży w Saint Tropez i śpiewać, aż zachrypniemy. Już ja się o to postaram :-) Będzie pięknie, bo musi być pięknie!

Podejmując 12 lat temu decyzję o stworzeniu gospodarstwa agroturystycznego wiedziałam, że tym samym muszę zrezygnować z tak oczywistych dla większości ludzi potrzeb, jak konieczność wypoczynku. I tak mi zleciał ten czas na organizacji wakacji innym. Ale od wszystkiego trzeba wreszcie odpocząć, nawet od własnej bajki.


Zatem jadę. Nasz cel podróży to Port Grimaud, tuż obok Saint Tropez, gdzie dotrzemy w sobotę wczesnym popołudniem. Będziemy uprawiać trekking w Masywie Esterel i w wąwozie Verdon. Zwiedzimy kilka ciekawych miejsc: Frejus, Niceę, Monaco, Vence, Gassin. Wszystko to jest dla mnie nowe, niepoznane, kuszące.

Nie piszę dłużej, bo jak zwykle na ostatnią chwilę jest tysiąc spraw do organizacji. Trzeba przed wyjazdem ogarnąć dom, zaopatrzyć wszystkie stworzenia, które mam pod opieką, z Chłopem na czele, w prowiant. Dla nich to sytuacja awaryjna, której jeszcze Tuskulum nie widziało, jak długo istnieje.

Zatem żegnam się z Wami piosenką o Saint Tropez. Do zobaczenia w okolicach świąt.


niedziela, 17 marca 2013

Mroczne oblicze Pogórza Izerskiego.


 Od niemal trzech lat pokazuję Wam tutaj życie jak z sielskiego obrazka. Piękne widoki na okolicę, zabytki, przysypane śniegiem pola i łąki, domowe sery i pyszne żurki, złote sztabki i miłe ludzkie relacje. Tymczasem pod tą piękną powłoczką kryją się czasem krew w żyłach mrożące historie.

Pewnego wieczora, pod koniec lat 90-tych siedziałam sobie przed telewizorem w naszym wrocławskim mieszkaniu. Pamiętam jak dziś, kiedy w wiadomościach usłyszałam informację, że w okolicach miejscowości Leśna doszło w lesie do strzelaniny, w wyniku której zginęło pięć osób. Początkowo wiązano to z porachunkami mafijnymi, ale wkrótce okazało się, że była to pomyłka i ludzie ci zginęli przypadkiem. 
Słowo daję, że nie mam pojęcia dlaczego akurat ta informacja zapadła mi w pamięci. Nie miałam wówczas pojęcia, gdzie jest miejscowość Leśna i że za kilka lat będę mieszkała 2 km od tego miejsca. Asfaltowa droga biegnąca przez las, to dziś nasza trasa do weterynarza, który ma gabinet w Leśnej. Na drzewie przybity jest krzyż, a niegdyś często widywaliśmy zapalone znicze, mimo że od wypadku minęło już sporo czasu.

Nasza okolica w latach 90-tych była objęta „opieką” mafii Carringtona. Zajmował się on głównie przemytem spirytusu i papierosów. Miejscowa ludność pracowała dla tego człowieka z kilku powodów. Po pierwsze, w latach 90-tych, kiedy upadły gospodarstwa rolne, jakoś trzeba było związać koniec z końcem, a po drugie Carrington był uznawany za bardzo solidnego pracodawcę. Charakteryzował się tym, że był lojalny względem swoich ludzi i to niezależnie, jak wysoko w hierarchii znajdował się jego pracownik. Jednym zdaniem Carrington dbał o ludzi i przejmował się ich losem. I to bardzo. Jest do dziś tutaj bardzo ciepło wspominany.


Do historii  miejscowych opowieści przeszła jedna z bardziej spektakularnych akcji, po której mało kto miał ochotę na konfrontację z Carringtonem. Bogacący się na przemycie Carrington był łakomym kąskiem dla konkurencji. Jedna z mafii postanowiła przejąć jego interes. Wysłani ludzie uprowadzili pracowników Carringtona i uwięzili ich w jakimś odludnym miejscu, jeśli dobrze pamiętam, w okolicach Lubomierza.
Myślicie, że szef odwrócił się plecami do swoich ludzi? Nie dosyć, że zorganizował akcję odbicia swoich pracowników, to jeszcze wysłanników mafii, będących na gościnnych występach w naszej okolicy, znaleziono jakiś czas potem utopionych w studni. 
Tak właśnie dba się o swoich przyjaciół.

Historia Carringtona jest już przeszłością, choć jeszcze żywo pamiętaną przez mieszkańców. I co najciekawsze, ciepło wspominaną. Nie wszystko jednak należy do historii. Przetrwała bowiem idea. O los przyjaciół i o ich interesy dbamy tutaj nadal. Niech za tymi słowami przemówi przykład:

Jeden z dobrych kolegów Chłopa, człowiek miejscowy, znany z różnych hmm… ciekawych kontaktów, opowiedział nam pewną historię, która może wpisywać się w tradycję spuścizny po Carringtonie.
Jego dobry znajomy kupił na allegro generator, który okazał się wadliwy. Sprzedawca został o tym poinformowany oraz uprzejmie poproszony o zwrot pieniędzy. Niestety, nie poczuwał się do uregulowania zobowiązań, przestał odpowiadać na maile, nie odbierał telefonów.

-I co- mówi kolega- Sytuacja wyższa. Przecież każdy z nas może znaleźć się w podobnych okolicznościach, koledze trzeba pomóc. Nie ważne, że daleko, nie ważne, że dzień trzeba poświęcić. Dziś jemu pomożesz, jutro on pomoże tobie.

Wspaniały przykład lojalności i wsparcia.

W tym przypadku obeszło się bez interwencji i bez podróży. Wystarczyło roztoczyć przed nieuczciwym sprzedawcą wizję, co stanie się, jak wpadnie mu do domu ekipa.

-Pamiętaj- mówi kolega do Chłopa- Jak ty, czy ktoś z Twoich bliskich będzie miał jakieś kłopoty, będzie zalegał z pieniędzmi lub skrzywdzi ci babę, mówisz słowo i masz ekipę.

Wielu ludzi pyta się nas, czy nie boimy się mieszkać na odludziu.  Hmm… cóż my mamy odpowiedzieć…
My nie. To niech inni się boją :-)

wtorek, 12 marca 2013

Wielka i totalna rozpierducha.

Wiosna zrobiła nas wszystkich w balona. Wprawdzie nie zdążyłam się tak bardzo do niej przyzwyczaić, gdyż śniegi u nas nie stopniały od ostatnich opadów, niemniej jednak ciepłe dni i piękne słońce dały nam nadzieję na rychłe stopienie lodów i zadomowienie się wiosny na stałe. Podczas gdy wszyscy na Facebooku wrzucali piękne przebiśniegi i krokusy, u nas panował taki oto nastrój.


tylko psiaki maja radochę z takiej pogody :-)

Słońce i dłuższe dni spowodowały, że postanowiliśmy jednak rozpocząć sezon remontowy, gdyż terminy nas gonią. Remont sali ekspozycyjnej naszego małego Muzeum odbywa się w ramach PROW (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich) i mamy nadzieję na refundację części poniesionych kosztów (70%). Do 1 czerwca 2013 roku musimy złożyć wniosek o rozliczenie projektu. Cała ta papierkowa robota, to prawdziwa orka po ugorze. Zdążyli nas poinformować o tym ludzie, którzy mają rozliczenia już za sobą. Chciałabym zostawić sobie na to miesiąc czasu. Mam zatem ambitny plan wyremontować salę w już nie całe dwa miesiące. Na początku maja zaplanowałam otwarcie ekspozycji w nowo otwartym lokum. Terminem ostatecznym jest 26 maja, ponieważ na ten dzień udostępniliśmy nasz dom na potrzeby regionalnej imprezy Dnia Otwartych Domów Przysłupowych.

Po wyniesieniu muzealiów do składzika wewnątrz domu, przystąpiliśmy do skuwania starych tynków. Nie wszystko dało się wynieść. Piec chlebowy został opakowany folią. Podobnie stało się z wialnią. Jak widać, robota jest ciężka i brudna. Kondycja i zastane po zimie stawy wymagają stopniowania wysiłku.

Pierwsza taczka gruzu. Po rundce podarowalismy sprzątanie za każdym razem :-)

Chłop robi badania stratygraficzne :-)

Chłop przygląda się swojemu dziełu :-)

Chłop zabiera się do roboty.

Działam ostro i ja :-)

 Walę młotkiem, robię rozpierduszkę i przy okazji obserwuję, co pokazuje się pod tynkiem. Ogołocona z tynku ściana ukazuje nam swoją historię. Tu gdzieś były zamurowane dawno drzwi i z jakiegoś powodu obecny otwór wykuto w nowym miejscu. Tynk sypie się nieregularnie. Raz odpada płatami, a czasem trzeba użyć wiele siły, by odsłonić kamień. Szukam miejsca, gdzie będzie można zostawić fragment nieotynkowany, aby pokazać strukturę kamienia. Niestety, na obecną chwilę nie znalazłam takiego miejsca, które nadawałoby się do ekspozycji. Widać, że to pomieszczenie, dawna obora, było łatane mnóstwo razy, nie tylko kamieniem, ale również gruzem ceglanym. Pierwotnie kamienne ściany też nie były jakoś specjalnie pieszczone. Budowano je z polnego, nieobrobionego, nieregularnego kamienia. Po zrzuceniu starych tynków będzie kłopot z położeniem nowych ze względu na duże różnice w wystawaniu kamieni.





W projekcie wykazaliśmy ponad tonę zaprawy tynkowej. Rubryczka ta została oznaczona przez urzędnika znakiem zapytania. Zapewne niedowierzał on liczbom, co świadczy, że nigdy nie miał do czynienia z pracami budowlanymi. Tymczasem obawiam się, że tona może nam nie wystarczyć do wyrównania ścian. Oczywiście, zanim położy się tynk, większe dziury zamuruje się zaprawą murarską. 
Tynki pomoże nam założyć pan Zbychu. Miłośników retro klimatów od razu uprzedzam, że pan Zbychu nie potrafi kłaść krzywych tynków, co mnie bardzo ucieszyło. Nie wiem, czemu ludzie upierają się, że stara dziewiętnastowieczna chata powinna mieć nierówno kładzione tynki. Ja lubię proste gładkie ściany i takie chcę mieć w swoim domu przynajmniej tam, gdzie kładziemy je na nowo. Na jednej z tych prostych ścian chciałam zostawić fragment gołego kamiennego muru. Na razie jednak nie widzę takiego miejsca, które by się nadawało do ekspozycji.


Moim marzeniem było, aby zbić tynki na stropie i wyeksponować tam gołą cegłę. Wydaje mi się to ciekawym dekoracyjnym akcentem do prostych tynkowanych ścian. Strop ceglany i surowa betonowa podłoga, która zostanie jedynie naprawiona, podkreśliłaby dawny gospodarczy charakter tego pomieszczenia. Praca nad stropem jest ciężka, a niektóre fragmenty wręcz wydaje się, że odeprą atak młotków i łomu. Ceglany strop, jeszcze nawet przed oczyszczeniem wygląda bardzo ciekawie, dlatego zamierzam uprzeć się i jakoś pokonać te trudne fragmenty. Nie wiem, może pożyczymy jakiś młot pneumatyczny?


Jak widać, toniemy teraz w pyle i mamy sporo do roboty. Żeby rozrywek było więcej, dziś podczas podróży po materiały budowlane, zepsuł się Chłopu samochód na krajowej 30-tce. A tu pada śnieg i znajomi też mają problemy z wyjazdem z domu. Chłop mimo wszystko miał sporo szczęścia. Szybko zdiagnozował awarię (cewka zapłonowa), udało się też ściągnąć kolegę, który podwiózł go do domu. Pośród dziesięciu tysięcy rupieci, które gromadzi w garażu i w stodołach Chłop, udało się odszukać sprawną pasującą cewkę i tym samym materiały potrzebne na jutro przyjechały. Gdyby nie ta zima, wszystko wyglądałoby inaczej. Materiały budowalne przywiózłby nam sklep. W tych okolicznościach przyrody dojeżdża do nas jedynie listonosz i chwała mu za to.

Kilka dni temu listonosz doniósł pismo z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, w którym WUOZ informuje nas, że w związku z wydaniem prawomocnego orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie o wydanie nam kserokopii kart ewidencyjnych zabytków archeologicznych dla terenu Pogórza Izerskiego, uznaje nasze żądanie za zasadne. Materiały zostaną nam przekazane w ciągu 2 miesięcy. Tym samym dokonaliśmy przeczyszczenia WKZ-u. Osoby, które mają lub miały kiedykolwiek do czynienia z WKZ zdają sobie sprawę, jakiej rangi jest to decyzja. Walka o udostepnienie materiałów, które powinny być jawne dla wszystkich obywateli w tym kraju, zajęła nam równo 8 miesięcy- od czerwca 2012 do lutego 2013 roku.

Tymczasem w przerwach od tłuczenia ścian młotkiem studiuję już na drugim semestrze. Nadal jest pięknie, chociaż dosyć ciężko ze względu na natłok zajęć w ciągu zjazdów. Tym razem jednak, kiedy pogoda się poprawi, będziemy częściej wyruszać w teren, by pochylać się nad tym, na co wielu nie zwraca wcale uwagi. Ale nie będę uprzedzać faktów, wszystko opiszę w swoim czasie na blogu.

Idę do szkoły :-)

Kiedy zbierałam się do wyjazdu z Wrocławia do domu dostałam od siostry książkę Paulo Coelho „Być, jak płynąca rzeka”. W tym pośpiechu, który mi teraz towarzyszy, nie spodziewałam się, że treść i specyficzny dla Coelho nastrój w ogóle do mnie dotrą. Ale właśnie wtedy, gdy siedziałam w niemal pustym autobusie, zostawiając za sobą jeden świat, zmierzając ku innemu, dałam się porwać temu nastrojowi. W każdym z tych opowiadań odnajdywałam odbicie swojego życia. Czytałam i zalewałam łzami stronę po stronie. 
Przeczytajcie fragmenty (P.Coelho. Być, jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998-2005, wyd. Świat Książki, Warszawa 2006, str.30-32):

Wskazówki, jak chodzić po górach.

Znajdź górę, na którą chcesz wejść. Nie sugeruj się opiniami tych, którzy mówią, że tamta wygląda piękniej, lub ta jest o wiele łatwiejsza (…) Jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za to, co robisz.

Zastanów się, jak do niej dotrzeć. Bardzo często góra podziwiana z oddali wydaje się piękna, interesująca, zapowiada wyzwania (…). Nie prowadzi tam żadna droga, a ciebie od celu dzieli las. To, co proste na mapie, w rzeczywistości okazuje się trudne. Dlatego wypróbuj wszystkie ścieżki, aż kiedyś staniesz przed szczytem, który chciałeś zdobyć.

Ucz się od ludzi, którzy zdobyli szczyt. Niezależnie od tego, jak bardzo jesteś przekonany o swej niepowtarzalności, zawsze znajdzie się ktoś, kto wcześniej miał podobne marzenia (…) To twoja wspinaczka, twoja odpowiedzialność, ale nie zapominaj, że cudze doświadczenie jest pomocne.
(…)
Podziwiaj zmieniający się krajobraz.  (…) Czasem warto się zatrzymać, by podziwiać widoki, z każdym pokonanym metrem możesz spojrzeć trochę dalej. Wykorzystaj to, by odkryć rzeczy, których dotąd nie rozumiałeś.

Szanuj swoje ciało. (…) Idź, nie wymagając od siebie rzeczy niemożliwych (…) Podziwiaj widoki, pij źródlaną wodę, korzystaj z owoców, którymi tak hojnie obdarza cię natura, ale idź naprzód.

Szanuj swoja duszę. Nie powtarzaj sobie ciągle „uda mi się” (…) Obsesja nie ułatwia znalezienia celu i odbiera przyjemność wspinaczki (…)

Przygotuj się na to, że musisz przejść o kilometr więcej. Dojście na szczyt trwa zawsze dłużej, niż myślimy. Nie daj się zwieść. Przyjdzie moment, gdy uznasz, że jesteś już blisko, a jeszcze będziesz miał przed sobą szmat drogi (…)

Ciesz się, gdy wejdziesz na szczyt. (…) Jakie to wspaniałe, że to, co było ledwie snem, odległą wizją, teraz stanowi część twojego życia. Udało się!

Złóż przyrzeczenie. (…) Obiecaj sobie, że odkryjesz inną górę i zacznij nową przygodę.

Opowiedz swoją historię. TAK, OPOWIEDZ SWOJĄ HISTORIĘ. DAJ PRZYKŁAD. POWIEDZ O TYM, JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE OSÓB, DZIEKI CZEMU ONE TAKŻE ODNAJDĄ W SOBIE ODWAGĘ I STANĄ PRZED WŁASNA GÓRĄ.

Jadąc tym autobusem, myślałam o tym, jak wbrew wszelkim argumentom mojej rodziny znalazłam swoje własne marzenia, które krok po kroku, w bardzo wolnym, ale właściwym tempie realizuję. Myślałam o moich prywatnych bohaterkach, kobietach które są dla mnie wzorem, które po cichu podziwiam i przyglądam się temu, co osiągnęły. Myślałam o tym, że za kilka lat chcę osiągnąć choć część z tego, co one. I wreszcie pomyślałam sobie, że dzięki temu, iż dzielę się z innymi swoją historią, ktoś może kiedyś powie mi, że to ja byłam inspiracją dla jego marzeń.

sobota, 2 marca 2013

Wiosna w sercu :-)

Na nizinach czuć już pierwsze powiewy wiosny. Nas budzi od kilku dni świergot ptaków i dzień jakby zrobił się dłuższy, ale wciąż leży śnieg i wcale nie chce stopnieć! Spacery z psiakami utrudnia twarda, prawie jak beton, biała skorupa. Mimo, że nie narzekam na brak formy, po dojściu do lasu, omal dziś ducha nie wyzionęłam. Trzeba się nieźle namęczyć idąc koleiną o szerokości opony samochodowej. Stawiając stopy obok, zapadaliśmy się na 30 centymetrów. I tak krok za krokiem…

Końcówki zimy są psychicznie trudne do zniesienia, tym bardziej, że okoliczne miasteczka, nieco tylko niżej od nas położone, są już wolne od śniegu.


W moim sercu panuje jednak wiosna :-) Nie mamy wprawdzie jeszcze ogłoszonych oficjalnych wyników konkursu mennicy wrocławskiej na blog roku 2012, ale każdy, kto wejdzie na stronę głosowania zauważy, że blog Korzystne Zakupy zajął pierwsze miejsce! Nieoficjalnie zatem możemy już chyba świętować. Mimo, że razem z Remigiuszem wiele szumu narobiliśmy w naszych społecznościach i mobilizowaliśmy kogo tylko się dało, wynik przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy włączyli się w naszą akcję. Bez Was by się to wszystko po prostu nie udało! 
Dziś nie jest już tajemnicą, że naszym koniem trojańskim było włączenie się w akcję mediów :-)
Zobaczcie, co o nas pisali na oficjalnym portalu miasta Lubin :-)

Przy okazji konkursu mennicy wrocławskiej zorganizowałam własne candy pośród osób głosujących. Los sprawił, że moje wielkanocne rękodzieło powędruje do osoby, która wpisała się na moim profilu na Facebooku- do Moniki Sosny.



Mam nadzieję, że dla Moniki będzie to miła niespodzianka, która urozmaici jej nadchodzące Święta :-)


Mamy jeszcze jedną niespodziankę! Na blogu Korzystne Zakupy czeka na Was książka ufundowana przez partnera bloga- firmę Xline. Szczegóły po kliknięciu na obrazek:


Serdecznie zapraszamy :-)

środa, 20 lutego 2013

Mój sposób na życie na wsi.

My osiedleńcy, czy jak ktoś woli- neowieśniaki :), często czujemy potrzebę opowiadania na temat jak ma odnaleźć się w nowym środowisku mieszczuch, kiedy przyjdzie mu żyć poza cywilizacją. Każdy z nas ma swoje patenty na egzystencję pośród tubylców, ale prawda jest taka, że jeśli nie przyłączysz się do celebrowania życia na ławeczce z trunkiem, nigdy nie zostaniesz zaakceptowany, jako swój.
Ja na szczęście nigdy nie miałam aspiracji, aby aż tak zbratać się z miejscowym społeczeństwem. Wieś, jako miejsce swojego życia wybrałam nie po to, aby zerwać stosunki z miastem, lecz by żyć zdrowo, wygodnie i powoli. Z tym powoli ostatnio średnio mi wychodzi z powodu studiów i częstych z tego powodu wyjazdów do Wrocławia, ale to jest stan przejściowy, który minie wraz z końcem czerwca. Mało tego, zdałam sobie właśnie sprawę, że potrzebowałam tego roku w lekkim szaleństwie, by nie zgnuśnieć, nie zdziwaczeć i zachować odpowiednią perspektywę dla swoich dalszych działań. Mój sposób na życie na wsi to utrzymywanie więzi z miastem, ponieważ cała filozofia mojego życia, jakkolwiek by to patetycznie nie brzmiało, to łączenie wartości pozornie ze sobą sprzecznych.

Będąc w mieście zatem nie próżnuję. Wciąż poszukuję nowych wyzwań i perspektyw dla mojego gospodarstwa i dla Muzeum. Ostatnim razem napisałam, że jako blog Korzystne Zakupy podjęliśmy współpracę z Galerią Mieszczańską, która ma swoją siedzibę i sklep we Wrocławskiej Hali Targowej. Galeria, która została powołana przez Instytut Północny, skupia wokół siebie twórców, artystów i rzemieślników. Jej celem jest popularyzacja sztuki i rzemiosła. Jakże zbieżny jest ten cel z działaniami statutowymi mojego Muzeum Techniki i Rzemiosła Wiejskiego.

Okazało się, że całe to zamieszanie z urzędnikami, które opisałam w tym miejscu dotyczące numerków, NIP-u, REGON-u, etc.jednak na coś się przyda. Zdecydowałam się w imieniu Muzeum wystawić swoje frywolitkowe kolczyki, z których ewentualny dochód zostanie przeznaczony na statutowe cele Muzeum. 

Do wystawienia w Galerii przygotowałam 4 różne pary kolczyków, ale zaaferowana wydarzeniami, zapomniałam je przed oddaniem obfotografować. Mam jedynie wzorniki (pojedyncze kolczyki), które pokażę niżej. Osoby zainteresowane kupnem zapraszam serdecznie na piętro wrocławskiej Hali Targowej- Galerii nie sposób przegapić.

W Galerii dostępne są w tej chwili z tego wzoru 
kolczyki z cieniowanego kordonka o odcieniach zieleni.




Galeria zamierza zorganizować kurs frywolitki czółenkowej, który będę miała przyjemność poprowadzić, jeśli zbierze się odpowiednia liczba chętnych osób. Nie jest jeszcze oficjalnie ustalony termin kursu, na razie podaję tę informację jedynie po to,  aby zorientować się, czy będzie zainteresowanie z Waszej strony. Kurs odbywać się będzie we wrocławskiej Hali Targowej, najpewniej w sobotę, potrwa minimum 5 godzin. Maksymalna liczba osób to 10.  Jeśli zainteresowanie będzie większe, kursy będziemy prowadzić cyklicznie. Po opłaceniu wynajmu lokalu (firma Społem, zatem na ulgi nie ma co liczyć), podobnie, jak przy sprzedaży kolczyków, reszta dochodu zostanie przeznaczona na cele statutowe naszego Muzeum oraz trafi do Fundacji.

Współpraca z Galerią dopiero się rozpoczyna, zatem w ten weekend miałam okazję pierwszy raz do niej zajrzeć. Mieszkańców Wrocławia serdecznie zapraszam aby obejrzeli ofertę Galerii na żywo. Reszta musi zadowolić się tymi kilkoma obrazkami.









Po przyjeździe z Wrocławia czekała na mnie ogromna niespodzianka. Tak pięknie włączyliście siebie i swoje środowisko w głosowanie organizowane przez wrocławską mennicę na blog Korzystne Zakupy, że pojawiła się realna szansa na zdobycie głównej nagrody. Co to za nagroda, zobaczcie sami na stronie mennicy (najpierw zagłosujcie), bo ja wypowiadając to publicznie, zwyczajnie boję się zapeszyć. Przystępując do konkursu w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że moglibyśmy walczyć o główną nagrodę. Zależało mi jedynie na wysokim miejscu w rankingu, najlepiej na podium. Dzięki społeczności zgromadzonej na facebooku i tutaj na blogu oraz naszych z Remigiuszem działaniach w środowisku prywatnym (Anita, jesteś kochana, ja nie mam pojęcia, jak mogłabym Ci się jeszcze odwdzięczyć!!!) okazało się, że możemy pomarzyć o czymś więcej, a nagroda główna jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Mamy jeszcze 8 dni do finału, wiem, że jest za wcześnie, aby o tym jeszcze myśleć-konkurencja też zapewne mobilizuje na koniec swoje siły, ale nie mogę powstrzymać wyobraźni! W razie gdyby się nam powiodło, swoją część nagrody chciałabym przeznaczyć na zakup muzealiów, na które dziś nas nie stać. Mamy na oku jeden sensacyjny dokument (to byłby korzystny zakup!), który pojawił się na aukcji poza granicami naszego kraju. Jeśli zatem jeszcze możecie na nas zagłosować, jeśli nie zrobiliście tego wcześniej, proszę- głosujcie i udostępnijcie prośbę swoim znajomym lub społeczności. To nic nie kosztuje, a pomoże nam zrealizować jeszcze więcej celów i marzeń, niż na początku zakładaliśmy.

Aby zagłosować wystarczy zaznaczyć kółeczko przy nazwie Korzystne Zakupy i przycisk „głosuj” pod tym linkiem:

http://oszczedzanie.mennicawroclawska.pl/glosowanie/

Na ten weekend znów wyjeżdżam do Wrocławia. To, jaka będzie na mnie czekała niespodzianka, zależy już tylko od Was. Jeszcze raz bardzo serdecznie wszystkim dziękuję za głosy, kibicowanie i zaangażowanie. Przypominam, że głosujący mogą brać udział w candy, które opisuję tutaj.

sobota, 9 lutego 2013

Zdradzam prywatne tajemnice.


Luty jest najkrótszym miesiącem w roku, a ja mam akurat teraz najbardziej upakowane zajęcia na studiach. Tylko obecny weekend spędzam w domu. Dwa zjazdy pod rząd, kiedy w piątki wyjeżdżam do Wrocławia, a wracam późnym wieczorem w niedzielę, skutkują tym, że mam jedynie 4 dni na ogarnięcie rzeczywistości z czego dwa dni (no nie całe, oczywiście) spędzam na samym przekopywaniu się przez maile. Nie znaczy to, że nie chcę, abyście pisali :-)

Tajemnica nr 1.
Uwielbiam dostawać e-maile i mogę się przez nie nawet tydzień przekopywać. Jak sami rozumiecie, piszę to, by usprawiedliwić swoje coraz dłuższe przerwy w blogowaniu oraz zaległości na Waszych blogach. Mimo wszystko kontakt bezpośredni z przyjaciółmi i czytelnikami jest dla mnie priorytetem. Jeśli chodzi o maile od czytelników, których osobiście nie znam, to bardzo sobie cenię to, że zawierają wiele ciepłych słów. Za pozytywnie odjechane krótkie wiadomości typu „uwielbiam cię...”, kocham was... ” (i Chłop, jak widać,  załapuje się na te serdeczności) bardzo dziękuję ciesząc się jednocześnie, że nie dostaję, póki co, informacji „nienawidzę cię, ty taka i owaka...” :-)
Ale jak ktoś chce sobie ulżyć, to zapraszam :-) W profilu jest adres e-mail.

Mimo, że piszę już trzeci rok i blogów mam kilka, nigdy do tej pory nie zdecydowałam się na branie udziału w konkursach. Szczerze natomiast kibicuję i głosuję na blogi zaprzyjaźnione oraz na pieski, kotki, rękodzieło, które rozmaici twórcy zgłaszają do blogowych konkursów. Dziś ja chcę poprosić o Wasze głosy.

Pół roku temu stworzyliśmy wraz z Remigiuszem blog Korzystne Zakupy. Miał to być w swoim założeniu typowy konsumencki blog, gdzie testujemy produkty i piszemy o codziennych zakupach. Takich blogów jest sporo w sieci, i choć nasz zasadniczo się na ich tle wyróżniał, uznaliśmy, że to nam nie wystarczy i nie do końca zadowala nas owa formuła bloga.

Tajemnica nr 2.
Chcemy, aby blog Korzystne Zakupy powoli ewoluował w kierunku promowania zdrowego trybu życia oraz zdrowej żywności. Chcemy baczną uwagę zwracać na produkty ekologiczne, ale nie tylko te ze znaczkami jakości. Przede wszystkim chodzi o zdrowe, proste produkty, które w miarę możliwości można już, lub będzie można w przyszłości, kupować bezpośrednio od producenta, albo przynajmniej maksymalnie zmniejszyć dystans pomiędzy producentem a kupującym. 
W tych obecnych czasach, kiedy zewsząd zalewa nas komercja i chińszczyzna, chcemy zwrócić uwagę czytelników na wartości wyższe. W tym celu nawiązałam kontakt z Galerią Mieszczańską, mieszczącą się we wrocławskiej hali targowej, która gromadzi wokół siebie artystów i rzemieślników oraz prowadzi warsztaty rękodzielnicze. Dla mnie przedmioty robione ręcznie mają szczególne znaczenie. Twórca, wraz z przedmiotem, nad którym pracował długie godziny, oddaje nabywcy swoją dobrą energię. Myślę, że nie trzeba Wam tego tłumaczyć, ponieważ wielu z Was również tworzy.

Tajemnica nr 3.
Właśnie trzymacie los naszego bloga w swoich rękach.
Losy bloga Korzystne Zakupy zależą między innymi od miejsca, jakie zajmie on w prestiżowym dla nas konkursie organizowanym przez mennicę wrocławską. Miejsce to będzie dla nas kartą przetargową, którą wykorzystamy przy nawiązywaniu współpracy z rozmaitymi podmiotami. Wszystko po to, aby rzetelnie promować wartości nieco już przez komercjalizację życia przykurzone. Mam nadzieję, że pomożecie nam utrzymać się na podium.

Część z moich czytelników już zagłosowała dzięki kampanii, jaką rozpoczęłam na facebooku. Bardzo gorąco Wam za to dziękuję. Tylko dzięki Wam udało się w ciągu 2 dni wskoczyć na pudło. Mam marzenie, abyśmy do końca miesiąca, czyli do zakończenia głosowania, utrzymali się na podium.

Co trzeba zrobić?
Nie trzeba się logować, to nic nie kosztuje, nikt nie zbiera Waszych danych osobowych.
Wystarczy jedynie wejść na stronę głosowania, kliknąć w kółeczko przy nazwie bloga Korzystne Zakupy i zagłosować.

Dla osób, które zagłosują i zechcą, przygotowałam małą niespodziankę. Jest to komplet własnoręcznie przygotowanych przeze mnie wielkanocnych wyrobów rękodzielniczych. Zatem przy okazji głosowania organizuję candy :-)


Głosowanie trwa do końca lutego, losowanie candy odbędzie się na początku marca. W candy biorą udział wszyscy, którzy po zagłosowaniu zgłoszą chęć udziału w candy gdziekolwiek w przestrzeni- czy pod tym wpisem, czy na blogu Korzystne Zakupy, czy na facebooku (moja wizytówka po prawiej stronie na pasku). Jeśli ktoś nie ma kont na blogerze czy na fb, można zostawić informację u mnie na mailu. Jeśli ktoś ma, a woli mailowo, też serdecznie zapraszam (adres widoczny jest w profilu).
Z przyczyn ekonomicznych (paczuszka będzie ciężka), proszę o zgłoszenia osoby, którym można wysłać paczkę na terenie kraju

Uwaga: osoby, które udostępnią moją prośbę o głosowanie pośród swoich znajomych, czy na swoim blogu, czy na fb, lub poproszą męża/żonę/babcię/teściową/współpracowników/kolegów z klasy na lekcji informatyki lub/i w domach ... i w ten sposób uzyskają dla nas więcej niż 1 głos, mają dwie szanse w losowaniu candy.

Bardzo gorąco Wam wszystkim dziękuję :-)

P.S. Dwie szanse w losowaniu otrzymają również te osoby, które jak przy klasycznym candy wkleją z boku swojego bloga banerek informacyjny wraz z linkiem przekierowującym do tego wpisu:

http://tuskulum-riannon.blogspot.com/2013/02/zdradzam-prywatne-tajemnice.html